22 grudnia 2016

Zimowe wakacje w Omanie

Ten wyjazd miał być na Kanary, ewentualnie Maderę ale kiedy zobaczyłam piękne piaszczyste plaże i prognozę pogody zapowiadającą 35 stopni, wiedziałam już, że nie dam się namówić na zwiedzanie tych stosunkowo zimnych i wietrznych o tej porze roku wysp ;) Wyjątkowo zdecydowaliśmy się na podróż z biurem podróży. Od pewnego czasu nie uskuteczniamy takiej formy wypoczynku ale tym razem nastawiliśmy się na błogie lenistwo i zerowy poziom zaangażowania w planowanie wakacji. 

Zdjęcia są raczej monotonne -  przedstawiają głównie nas i plaże na obrzeżach Salalah i nas ;) Z uwagi na stacjonarny założenie tych wakacji nie wyprawialiśmy się poza miasto. Niestety część zdjęć psują czarne kropeczki - mocny wiatr na plaży nawiał mi mikroskopijne drobinki piasku w obiektyw. Smuteczek! Kiedyś je usunę w fotoszopie... ale to nie będzie dziś ;)



Oman nas zachwycił absolutnie - słońcem i klimatem, plażami bez żywej duszy ciągnącymi się kilometrami oraz uprzejmością i otwartością ludzi. Omańczycy znani są z tego, że podchodzą (a raczej podjeżdżają samochodami) do białych ludzi i bez żadnego skrępowania wypytują - skąd przyjechaliście? co robicie? czy macie dzieci? jak ci się podoba Oman? Po zaspokojeniu ciekawości żegnają się i odjeżdżają. Mimo że w ich kulturze rozmawianie czy wpatrywanie się w kobiety inne niż żona lub bliskie krewne jest rzeczą zakazaną, ograniczenia te znikają, kiedy kobieta jest biała i ubrana po europejsku :) Omańczycy wychodzą z założenia, że skoro pokazujesz to można patrzeć, skoro popatrzyłaś z powrotem to można też porozmawiać. Co bardziej postępowi nawet poklepią po ramieniu, czy przytulą do zdjęcia ale to już wyjątki, bo dotykanie kobiet jest tam bardzo niemile widziane. Tacy otwarci panowie oczywiście mają żony, którym nigdy nie przyszłoby do głowy przytulać się z innym mężczyzną do zdjęcia ani zdjąć publicznie chustę z głowy. To było zetknięcie z zupełnie inną kulturą - mimo że od 40 lat rozwija się w bardzo szybkim tempie i jest otwarty na Zachód bardziej niż jakikolwiek inny kraj regionu, Oman zachował swoją tożsamość i tradycyjny styl życia.






Pustynne wybrzeża Omanu to dla mieszkańców bardzo dobre miejsce na piknik albo rajdy samochodów. Albo na jedno i drugie. Przyjeżdżają nad wodę spędzać czas z rodziną i ścigać się lub driftować swoimi wypasionymi suvami. Jak widać na powyższym zdjęciu, czasami auto utyka w piasku i trzeba je pchać ;)

W kraju panuje kult samochodów - im większy tym lepszy, im nowszy tym lepszy. Żeby pokazać, że samochód jest nowy, Omańczycy nie ściągają folii zabezpieczającej z foteli i zagłówków, nie odklejają też naklejek z samochodu - nowoczesny suv z zafoliowaną kanapą to tutaj znak sukcesu :) Stać ich na takie fanaberie, bo nie płacą ani podatków ani akcyzy od importowanych samochodów, przez co są one około 30% tańsze niż w Europie. Benzyna jest dotowana i obywatele płacą mniej niż imigranci czy turyści - około 1 zł za litr. W Omanie obywatel będący osobą fizyczną nigdy nie zapłaci podatku a państwo dołoży mu jeszcze ziemię pod budowę domu na  21 urodziny - dotyczy to też kobiet.








W poniedziałek mieliśmy okazję zobaczyć główny meczet w Salalah. Była to jedyna szansa - w pozostałe dni tygodnia meczet jest dostępny tylko dla wiernych. Sam budynek nie zrobił na nas dużego wrażenia - ten konkretny meczet jest bardzo ascetyczny, nie ma tam przepychu, by nie odciągąć myśli od modlitwy. Ja jednak podziwiałam misterne zdobienia na oknach, drzwiach, no i przede wszystkim na suficie....




Wyprawa do meczetu to był jedyny dzień, w którym musiałam dostosować swój ubiór do muzułmańskich standardów. Kobiety wchodzące do meczetu muszą mieć zakryte kostki, nadgarstki i głowę. Na plaży w Salalah i w hotelu nie było żadnych obostrzeń, na miasto lepiej było nie wychodzić w szortach i koszulce na ramiączkach. Oczywiście panowie mogli chodzić jak chcieli :)





Powyżej nasz kierowca i przewodnik w tradycyjnych diszdaszach - te omańskie charakteryzują się brakiem kołnierzyka.








W Omanie panuje kult Sułtana Kabusa - to właśnie on wyciągnął kraj z zapaści, zakończył wojnę domową i wprowadził kraj w XXI wiek, unowocześniając praktycznie wszystko, od szkolnictwa, które stworzył od podstaw, przez transport (każdy przewodnik po Omanie zaczyna się od informacji, że w latach 70tych było tu 10 km asfaltowych dróg) po gospodarkę. Wprowadził ubezpieczenia społeczne, darmową edukację, służbę zdrowotną a dla najuboższych w kraju powstało 350 socjalnych.... willi :) Dlatego nie zdziwił nas szczególnie powyższy napis na zapasowej oponie ;) W każdym sklepie, hotelu, domu znajduje się jego portret a na większych budynkach portrety wiesza się na zewnątrz, im większy tym lepszy oczywiście. 

Nawet arabska wiosna rozeszła się tu po kościach - w 2011 roku odbyły się protesty w głównych miastach Omanu, ale postulaty były raczej socjalne niż wolnościowe - obywatele żądali więcej miejsc pracy (i ograniczenia napływu imigrantów), niższych kosztów życia i podwyżki płacy minimalnej. Nie postulowano natomiast obalenia rządów Sułtana. Nic dziwnego, bo pan Kabus ma dobry PR i przemyślenia - po protestach studenci dostali kieszonkowe od państwa (ponad 200 dolarów), bezrobotni miesięczne świadczenia w wysokości 400 dolarów na osobę a parlament - ograniczoną władzę ustawodawczą. I od tej pory wszyscy są szczęśliwi. Czemuż Polska nie ma ropy?! ;) 






Cudowny kraj, szczęśliwi ludzie.... i zadowoleni turyści. Odpoczęliśmy, zachwyciliśmy się Omanem i na pewno wrócimy po jeszcze. Wszak północ i Muskat nie zwiedzą się same :)

Na koniec fantastyczny kawałek, który niedawno odkryłam. Klikamy i czujemy się jak na wakacjach w kraju z Baśni tysiąca i jednej nocy.


W podróży towarzyszyła mi bardzo ciekawa książka. Jeszcze jej nie skończyłam, bo dawkuję sobie rozdziały :) Książka opowiada o najważniejszych krajach basenu Morza Arabskiego uczestniczących w historycznym szlaku handlu pieprzem - Omanie, Zanzibarze i Indiach. Dwa ostatnie są na mojej liście "to go", więc książka jest tym bardziej interesująca :)


Ciężko było wrócić do Polski i minusowych temperatur.... Przedarłam się przez dzikie tłumy w sklepach, kupiłam szynkę (można się stęsknić) i chleb i od jutra zabieram się za dzierganie :) Stan gotowości do świąt - zerowy!

13 komentarzy:

  1. Wspaniałe zdjęcia. Cudownie jest pojechać do ciepłych krajów, kiedy u nas szaro i buro :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jak się urodzę po raz drugi, to wybieram Oman! Jak tu nie kochać takiego sułtana, dodatkowo w miejscu, gdzie jest ciepło, słonecznie i cudna muzyka. *^V^*
    Ale, ale... czuję niedosyt! Oprócz kokosa i bananów nie ma ani jednego zdjęcia jedzenia!... A to moje główne zainteresowanie wakacyjne, czy to wakacje moje czy cudze. ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spieszę z odpowiedzią! :) Jedzenia było mnóstwo i było przepyszne - chciałam nawet zrobić zdjęcie ale codziennie wygłodniała horda niemieckich turystów z all inclusive psuła mi piękne kompozycyjnie górki sałatek ;)
      Oman nie ma swojej tradycyjnej kuchni, można tu zjeść przysmaki kuchni libańskiej i północnoafrykańskiej (ryby, kurczaki, wołowina, przepyszne sałatki z kuskusem i bulgurem, falafel itd.) - to samo znajdziesz w Maroku czy Tunezji. No i kawa z kardamonem! :) Dużo jest też indyjskiego jedzenia - zarówno przez masę imigrantów z półwyspu ale tez przez historyczne kontakty - przez Oman wiódł szlak hanlowy z Indiami. W pustynnym Omanie niewiele rośnie, na wybrzeżu uprawia się głównie papaje, kokosy i banany.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję!
      To ja..., tego..., przeprowadzam się do Omanu! *^V^*

      Usuń
    3. A! No i desery... OMG! Przywiozłam ich kilka kilo w tłuszczu na tyłku :D

      Usuń
    4. Wspaniałe mieliście te zimowe wakacje:)
      Teraz zawsze możesz zamknąć oczy i szybko przywołać słoneczne wspomnienia. Ich zaletą jest to, że jeszcze nie przykurzone i nie nadgryzione zębem czasu:) Cudne słoneczko, piękne plaże i jak zauważyłam turystów też nie sypnęło więc podejrzewam, że wypoczynek fantastyczny. A co do ropy, to obawiam się, że niestety w naszym, równie pięknym kraju, przysporzyłaby więcej problemów niż korzyści :( niestety.
      Zaintrygowałaś mnie deserami. Jestem łasuchem i aż mnie skręca co takiego smakowitego można tam skosztować, czego nie ma tutaj:)
      Pozdrawiam serdecznie i nie ukrywam, że czekam na jakieś opisy tych pyszności:)

      Usuń
    5. Z deserów najbardziej zasmakowała mi Basboussa. W Omanie desery to głównie wyroby z daktyli i kokosa no i przeróżne wariacje ryżu i kaszy na mleku z dodatkami.

      Usuń
  3. o matko! ale plaże...zazdroszcze na maksa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie widoki... a za oknem tak zimno - miło popatrzeć na takie zdjęcia pełne słońca :)
    Szczególnie te z zachodem słońca - bajka!

    ogólnie wydaje mi się, że Oman to (chyba?) mało popularny kierunek - sama chyba bym się nie zdecydowała, ale fajnie było się dowiedzieć kilku rzeczy o tym państwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oman to mało popularny kierunek wakacyjny w Polsce ale znany wśród Brytyjczyków, Niemców i Włochów. Wydaje mi się, że to przez względy finansowe - wypoczynek tam nie należy do najtańszych, Turcja czy Egipt mają ceny bardziej odpowiednie do polskich kieszeni.

      Usuń
  5. Cudowne wakacje! Zadroszczę! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna wycieczka. I tyle informacji na temat tego kraju. Super!
    Dzięki za tę chwilę - odpłynęłam ;)
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak podatków, akcyzy i paliwo za 1 zł, ciepło, piękne plaże - żyć nie umierać :)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty, inspiracje i recenzje na tym blogu powstają z myślą o Tobie, czytelniczce mojego bloga. Zostaw komentarz, udostępnij ten post na Fejsie czy albo daj + w Google - doceń moją pracę i poleć ją innym!