15 listopada 2015

Mężczyzna modny

Dwa miesiące temu Łukasz poprosił mnie o szalik. Zazwyczaj takie zachcianki szybko się dezektualizują (Ja prosiłem o szalik? Nieeee...) ale tym razem było inaczej. Dziergałam sobie szale i sweterki, cały czas czując na sobie wzrok pełen wyrzutu pod tytułem "Gdzie jest mój szalik?!", więc uległam i zrobiłam. 

I oto mój modny mężczyzna z nowym szalikiem :)



Wydziergany szal to Guernsey Wrap, wzór bardzo prosty, klasyczny a jednocześnie ma w sobie to coś. Jestem z niego bardzo zadowolona - dawno nie wydziergałam czegoś tak fajnego. Efekt końcowy jest dużo lepszy niż się spodziewałam! Łukasz jest zachwycony i obiecuje nosić nieustannie :)

Mój Guernsey Wrap powstał z Malabrigo Worsted i to był strzał w dziesiątkę - wełna jest idealnie dopasowana do wzoru, niezwykle miękka a po praniu zmiękła jeszcze bardziej i stała się lejąca. Mizialność jest tak wielka, że już planuję coś z tej włóczki dla siebie. Gdybym była zupełnie szaloną dziewiarką zrobiłabym sobie kizialny kombinezon na kształt piżamki do chodzenia po domu :D





Kolor tego szala, to coś pomiędzy grafitem a granatem, fantastyczny! Bałam się, że na ciemnym nie będzie fajnie widać wzoru ale myliłam się. Słowem - szalik idealny!

Dane techniczne:
Włóczka: Malabrigo Worsted w kolorze Blue Graphite
Zużycie: 3 motki
Druty: 4,5 mm

Dziergało się bardzo miło i szybko a najlepszą nagrodą jest zadowolony mąż :)


PS. Przypominam o podsumowaniu naszej zabawy - 12 czapek w jeden rok - i konkursie! Pamiętajcie, że zgłaszać się można do 20 listopada!

04 listopada 2015

Co tam pani szydełkuje?

Znamy to wszystkie. Na ławce w parku, w poczekalni do lekarza, w autobusie, na przystanku, w szkole i w pracy. Wyciągam robótkę i naglę staję się podmiotem lub (co gorsza!) przedmiotem konwersacji.


A moja babcia to też robiła na drutach!

Spojrzenia i szepty już nie zwracają mojej uwagi. Przyzwyczaiłam się, że gdy wyciągam druty w autobusie czy pociągu to ludzie patrzą na mnie jak małpę na salonach - no ewidentnie nie pasuję do obrazka. Raz na jakis czas zdarzą się dwie czy trzy młódki które pokażą mnie sobie palcem, wywrócą oczami i zarżą dziko. Rżenie już zwraca moją uwagę, bo to niecodzienny dźwięk w mieście, więc zazwyczaj spojrzę,  ale i tak oleję i dziegam dalej. Natomiast zdzierżyć nie mogę tych wszystkich kandydatów na moich interlokutorów, którzy samodzielnie rekrutują się spośród rzeszy przechodniów czy współpasażerów. A chętnych do rozmowy zawsze jest wielu. A to jakiś żulik przechodzi i akurat ma nastrój do rozmowy, a to pani z pieskiem albo dwoma. To może być sąsiadka albo  kawaler poszukujący swojej drugiej połówki, który akurat zwietrzył łatwy temat do zagajenia rozmowy. Zazwyczaj odbywa się to według kilku schematów:
1) A co tam pani szydełkuje?
2) Moja babcia (/ mama /pies / wujek dziadka Zbigniewa / ciotka Stefania) też dziergała!
3) A nie żal pani czasu jak pani kochana takie same można w Pepco za 10 złotych kupić?

Hobby jako zaproszenie do rozmowy czyli "a moja babcia to też czytała książki!"

Zachwycającym i głęboko zdumiewającym mnie zjawiskiem społecznym jest odbierania osoby dziergającej publicznie jako pierwszego lepszego podmiotu ulicznego nagabywania. Gdybym była studentką socjologii, poważnie pokusiłabym się o zbadanie tego ewenementu w ramach pracy nad magisterką. Jeśli siedzę na ławce czy fotelu w autobusie i zajmuję się sama sobą, to w mojej prywatnej opinii nie powinnam prowokować tylu prób kontaktu. Nieważne co robię, dopóki nie mam naklejonej na pierś kartki "Podejdź do mnie i przywitaj mnie głupim tekstem o dzierganiu" nikt nie powinnien się czuć upoważniony do tego typu uwag. Powiecie może, że jestem aspołeczna i przesadzam, ale spójrzmy na sytuację z takiej oto perspektywy dziergania jako hobby.
Ludzie mają różne hobby. Jedni czytają książki, inni słuchają muzyki, grają w gry, docierają na krańce internetu albo dłubią w nosie. Nasze hobby uskuteczniamy w różnych miejscach - również publicznych. Wyobraźmy sobie takie scenki:

Scenka 1
Siedzę w parku i czytam książkę. Przysiada się do mnie Pani z Pieskiem.
PZP: A co tam pani czyta? Książkę? A jaką książkę pani czyta? A fajna chociaż? O... A nie żal pani czytać książkę? Wie pani, pani kochana, jutro będzie adaptacja tej książki lecieć na Polsacie, to po co pani czyta? Nie łatwiej obejrzeć?

Scenka 2
Jeżdżę sobie na deskorolce w parku i słucham sobie z MP3 Slayera. Podchodzi do mnie Kawaler Poszukujący Drugiej Połówki.
KPDP: Moja babcia to też jeździła na deskorolce i słuchała Slayera!

Scenka 3
Siedzę na deptaktu i gram na skrzypcach Bacha.
Dwie lub Trzy Młódki: O matkooo zobacz Malwina, ona gra Bacha, no jaka siara nooo. Co ta dziewczyna Bacha graa.... O boszzz O EM Gie! Bacha! No ja cie nie mogę! Jaki skansen!

I co? Przesadzam? No może troszeczkę ;)

A moja babcia nie zaczepiała obcych jak nie miała nic mądrego do powiedzenia.

Niestety, przeważająca liczba tych zaczepiających mnie osób, to takie, które komentują by komentować, powiedzieć coś uszczypliwego albo po prostu gadają co popadnie, na swoje ofiary wybierając nieszczęsne dziewiarki. Przykra prawda jest taka, że większość z tych osób nawet nie ma ochoty na rozmowę o dzierganiu ani nie są ciekawe mnie jako osoby, po prostu biorą sobie dziewiarkę na celownik bo prezentuje pewną anomalię, wyróżnia się, robi coś dziwnego i jest łatwym celem.

Te z Was, które znają mnie osobiście, wiedzą, że bardzo lubię rozmawiać o dzierganiu lub też rozmawiać w ogóle, bo jak się rozkręcę to straszna gaduła jestem - szczególnie jak się napiję piwa na naszych spotkaniach dziewiarskich :)
Jeszcze jako studentka przegadałam w pociągu niemal godzinę z pewną starszą panią, która również dziergała, dopóki wzrok jej pozwalał i rozmowę tę wspominam bardzo miło. Naturalnie, bardzo miło jest również otrzymywać komplementy na temat akurat dzierganego szalika, bo - dopóki są szczere - nie różnią się niczym od komplementów na temat fryzury czy torebki, nieważne czy pochodzą od nieznajomego/nieznajomej czy od naszych najlepszych przyjaciół.
Kiedy ktoś podchodzi do mnie i prosi o pomoc w nauce dziergania to nie obrażam się tylko oczywiście z chęcią naprowadzam na odpowiednie strony i instytucje :) Żal mi natomiast, że takie spotkania to nadal niewielki procent tych moich przygód.


A jakie są Wasze odczucia? Mam nadzieję, że spotykacie więcej pozytywnych osób niż ja :)