27 października 2015

Tuku tuku tuku

Niedawno miałam okazję testować dla Suvi piękny szal. Od razu wpadł mi w oko i akurat miałam szczęście zajrzeć na jej grupę na Ravelry wtedy, kiedy szukała testerek. Czasami warto zajrzeć na ravla w trakcie pracy :)



Szal ma fantastyczną konstrukcję, niby prostą ale z tym "czymś" jak to u Suvi bywa. Pochwalę się doborem kolorów, moim zdaniem idealnym, co rzadko u mnie się zdarza bo ja raczej jestem beztalenciem w doborze kolorów. Bardzo możliwe, że po prostu gdzies widziałam taką kombinację i ze mną "została". Szukam jakichś wyjaśnień, bo nadal nie mogę uwierzyć w to, że sama mogłabym wpaść na taką czadową kombinację. Kolory oczywiście zupełnie nie moje, bo jesienne - muszę komuś sprezentować ten szal :)





Dane techniczne
Wzór: Tukushawl by Suvi Simola (jeszcze niedostępny)
Druty: 3.5 mm
Włóczka: różne kolory Arwetty i Lang Superwash, więcej informacji na stronie projektu

Patrzę na zdjęcia powyżej i nie mogę nie zauważyć, że bardzo wyraźnie zaokrągliłam się na twarzy. Czas na jakąś dietę :P


Teraz wracam do mojej październikowej czapki i trzech swetrów. Same się nie zrobią :) A u Was co na drutach? :))

24 października 2015

Podsumowanie wyzwania i konkurs - 12 czapek w jeden rok

Czas zapierdziela jak szalony... Minął niemal rok od czasu, kiedy ogłosiłam nasze czapkowe wyzwanie. Najwyższa pora, żeby kończyć październikową czapkę (już niedługo ją pokażę!) i napisać parę słów podsumowania zabawy.


Trochę liczb i o tym jak się bawiłyśmy

Zaczęło się od ponad pięćdziesięciu osób w listopadzie a - póki co - skończyliśmy na 21 wrześniowych czapkach. Całkiem sporo osób w naszym postanowieniu wytrwało :) W międzyczasie dziewiarki się wykruszały ale też pojawiały się nowe. Wiem o przynajmniej kilku osobach, które wyzwanie z nami zaczęły dopiero w styczniu i kończą (o ile dadzą radę) w grudniu tego roku.

2014
listopad - 57 zgłoszeń
grudzień - 51 zgłoszeń
2015
styczeń - 50 zgłoszeń
luty - 44 zgłoszenia
marzec - 37 zgłoszeń
kwiecień - 37 zgłoszeń
maj - 23 zgłoszenia
czerwiec - 22 zgłoszenia
lipiec - 17 zgłoszeń
sierpień - 20 zgłoszeń
wrzesień - 21 zgłoszeń
październik - ??? :)

Dostawałam wiele sygnałów, że bardzo Wam się zabawa podoba. Było kilka dziewiarek, które dzięki wyzwaniu zrobiły swoje pierwsze czapki, było również kilka początkujących osób, którym udało się poprzez wspólne dzierganie czapek poznać nowe techniki i rozwinąć swoje umiejętności - wszystkim Wam serdecznie gratuluję i dziękuję za udział w zabawie!
Było też kilka osób, które zbyt serio potraktowały wyzwanie. Raz zostałam zmieszana z błotem (mailowo i anonimowo oczywiście) przez inną osobę za to, że nie zrobiłam majowej czapki. Dostałam takiego maila, że zaczęłam się zastanawiać czy nie zacząć dzwonić po szpitalach dla psychicznie chorych, bo może im ktoś uciekł :) Innym razem ktoś mi "nakapował" na koleżankę, że zrobiła kwietniową czapkę w marcu i powinna być wyrzucona z wyzwania :P Część pań nałogowo robiących czapki  pytała, czy mogą zaliczyć wyzwanie w jeden miesiąc, robiąc 12 czapek i co za to dostaną(!). A przecież nie o to chodziło :)

Co mi dało wyzwanie '12 czapek w jeden rok'?

Dla mnie to zabawa była prawdziwym wyzwaniem, ponieważ zanim zaczęliśmy niezbyt lubiłam czapki robić a jeszcze mniej lubiłam je nosić. Dzięki temu wyzwaniu udało mi się "rozczapkować" i stworzyć kilka naprawdę pięknych czapek, które będę nosić aż się rozsypią - bardzo miło jest dla odmiany nie marznąć w zimie w głowę. Teraz żadna czapka mi niestraszna! Przy okazji mniej-więcej wiem ile oczek potrzebuję nabrać na czapkę z wełny o grubości sport, dk, worsted czy bulky - przerobiłam je wszystkie!

Moją najulubieńszą czapką wykonaną w ramach tego wyzwania była Altea hat wykonana z Malabrigo Sock w kolorze Candombe - ma najfajnieszy dla mnie kształt i pasuje do większości moich płaszczy i kurtek. Noszę ją najchętniej ze wszystkich.




Zaraz po Altei miejsce na podium ma moja sierpniowa czapka BarleyMalabrigo Mechita w kolorze Plomo. Głównie za sprawą jej poziomu miękkości i kizialności.



Choć bardzo dobrze bawiłam się w ramach tego wyzwania, to jednak cieszę się, że dobiegło końca. Wszystkim się można zmęczyć, robieniem czapek również. Jak trochę odpocznę, na pewno wrócę do swojej kolejki na Ravelry - czeka na mnie około 30 kolejnych cudnych czapek, których wzory odnalazłam dzięki wyzwaniu :)


Co robimy dalej i o prezentach oczywiście.

Jako że rok spędzony na realizowaniu wyzwania to nie byle co, postanowiłam przygotować małą niespodziankę. Udział w zabawie końcowej mogą wziąć osoby, które:
  • podlinkują na dole swojego posta, stanowiącego podsumowanie zabawy (może to być post z ostatnią, październikową czapką lub osobne podsumowanie, jeśli nie zdążysz zrobić październikowej)
  • bawiły się z nami przez większą część wyzwania (jeśli nie udało ci się zrobić kilku z 12 czapek to nic straconego!)
Jeszcze nie wiem, w jaki sposób wybiorę tę jedną z Was, której przypadnie nagroda. Być może będzie to losowanie, choć kusi mnie też by wybrać samodzielnie. Zobaczymy :)

A do zgarnięcia jest ceramiczna miska na motek :)






Linkować swoje posty można do 20 listopada. Po tym terminie ogłoszę kto jest szczęściarą :) UWAGA! Każda z Was może podlinkować tylko jeden post!






15 października 2015

Co tam z tymi dwunastoma czapkami

Wpadłam na chwilkę, żeby dać Wam znać, że już wiem jak podsumujemy wyzwanie 12 czapek w 1 rok.
Mam dla Was mega fajne prezenty, które pokażę na końcu tygodnia jak mi się uda zrobić zdjęcia. Choć zdjęć jeszcze nie ma, mogę Wam obiecać, że są super fajne!

Prezenty będą losowane wśród osób, które podlinkują w moim następnym poście o wyzwaniu swój post z dwunastą czapką lub - jeśli nie zdążycie zrobić akurat październikowej - post z podsumowaniem waszego udziału w wyzwaniu. W losowaniu mogą wziąć udział wszystkie osoby, które bawiły się z nami w wyzwaniu przez ostatni rok, nawet jeśli brakuje Wam kilku czapek.

:)

Więcej wkrótce!

05 października 2015

Ironia losu tysiąc

Ten post będzie o tym, dlaczego jestem kupką nieszczęścia.

Mam sobie od jakichś dziesięciu lat na dłoniach coś, co nazywa się oficjalnie i mądro-medycznie kontaktowym zapaleniem skóry*. W praktyce objawia się to tak, że nie za dobrze wygląda (choć i tak mam łagodną wersję tego gówna) i pieruńsko swędzi. Dodatkowo utrudnia mi życie - ciężko jest np. robić na drutach, kiedy na palcach mam swędzące bąbelki.

*Nie googlajcie tego, bo wyszukiwarka wypluwa obrzydliwe fotki.

Problem jest rodzinny, bo moja mama też to ma - od detergentów. Mądrzy panowie i panie lekarze dermatolodzy kiwali więc głowami z uwagą i radzili mi - musi Pani unikać alergenu. Więc unikałam. 10 lat unikam. Wyeliminowałam z domu wszystkie zapachowe mydła i myję ręce super hipoalergicznym mydłopodobnym czymś dla największych alergików tego świata, używam hipoalegricznego proszku i płynów do prania, zrezygnowałam z płynów do płukania. Mam specjalny krem do rąk. Nie myję naczyń i sprzątam tylko w rękawiczkach. I nic. Efekt niewielki, może pojawia się trochę rzadziej niż kiedyś... Ale nadal często. I tylko na rękach.

Od jakiegoś czasu zaczęły mnie męczyć pewne podejrzenia... że może to nie od detergentów (lub nie tylko), że może to coś innego. Testowałam te swoje podejrzenia na różne sposoby, prawie pół roku sprawdzając a potem wypierając wyniki testów ze swojej  świadomości.. Ale dłużej się nie da.


Jestem uczulona na wełnę.  Ha ha. Tak.





Dobra informacja jest taka, że nie każda wełna zabija moje bardzo "wykwintne" ręce, gdyż akceptują merynosa i nie buntują się, kiedy z niego robię, pod warunkiem że nie jest to singiel ;) Z repertuaru odpada mi wszystko, co nie jest skręcone, każda wełna z włoskiem, wełna typu virgin, wełna szetlandzka, wełna bfl, alpaki, mohery... słowem niemal wszystko. Jaki to dramat - same możecie się domyślić. Za to radość, że jest choć jeden typ wełny, z którego jednak moge robić - nieopisana!


Ostatnio myślałam, że udało mi się oszukac przeznaczenie, bo dwa dni dziergałam z Drops Brushed Alpaca Silk... i nic. Ale już trzeciego dnia znów mnie wysypało. Nie wiem jak mam dokończyć ten sweter.. Czy ktoś ma doświadczenie w dzierganiu w rękawiczkach? :P



Co z moim kizimizi? ;(

02 października 2015

Kaloryfer i zajawki

Na początek baaardzo dobra informacja dla mnie i moich wiecznie zimnych stópek!


Działa! Grzeje! Umościłam już sobie na powrót kącik do dziergania pod kaloryferem :) To moje ulubione miejsce zimą. Prawdę mówiąc w tym roku zostałam tam nieco przymusowo skierowana zamiast kanapy.... okazuje się, że Łukasz ma uczulenie na fruwającą w powietrzu alpakę a ja dziergam akurat z takiego baaardzo rozfruwanego rodzaju. Staram się więc siadać jak najdalej i robię najszybciej jak mogę, żeby ten sweter jak najszybciej skończyć i dać mu odpocząć. 

A teraz zajawki. Jednego swetra nie pokażę, bo jest najbardziej karkołomny i nie chcę zapeszać. 

Poniżej sprawczyni mojej rozłąki małżeńskiej, domowy wróg numer jeden mojego męża.


Robię z niej sweter typu kizimizi (nazwę zajumałam stąd - pasuje idealnie!). Mam nadzieję, że pod koniec będzie wyglądał (a ja w nim!) tak jak na zdjęciu poniżej. Od razu powiem, że alpaczy sweter odgapiam w 100% i się tego nie wstydzę! Najlepsze pomysły są  bardzo często najprostsze i nie ma po co zbytnio kombinować i zmieniać tego cudownego udziergu:


Myślę, że jestem na dobrej drodze :) Uwielbiam inspirować się pracami Lotty, jej wykonania - zarówno wzorów jak i udzierg własnego pomysłu - są mistrzowskie. Każdemu polecam dokładnie przejrzeć jej projekty na ravelry, bo to prawdziwa kopalnia inspiracji. Ja sama czekam jak na szpilkach na jej kolejne prace, w nadziei, że znów pokaże jakąś prostą piękność, na widok której zapieję coś w stylu ojapierdziumuszętomiećnatentychmiast. 

Do kolejnego swetra, który mam w planach podchodzę już drugi raz. Za pierwszym razem chciałam go zrobić przepisowo, jak we wzorze, czyli z Limy Dropsa. Niestety Lima mnie gryzła a kolor, który wybrałam nie był zbyt twarzowy, nie było więc powodu, żeby kontynuować. Wybrałam więc najcudniejszą wełnę, jaką udało mi się kiedykolwiek zmacać, czyli Lilou DK Twist. Bardzo długo czaiłam się na te moteczki... a one leżały w sklepie i leżały... Doszłam do wniosku, że one po prostu czekają na mnie i z nikim innym nie pójdą. 


5 motków w kolorze Coquette czeka na swoje kolejne wcielenie ;) Mam ten wzór od dnia, w którym wyszedł na Ravery... i mam wieeelką nadzieję, że druga próba będzie ostatnią. Mam zamiar zrezygnować z ryżu we wzorze, bo choć ładny i sensowny to niestety przytłoczy piękne farbowanie włóczki a tego bym nie chciała.

A Wam jak idą przygotowania do zimy? Ogrzewacie się już przy kaloryferach i rozmyślacie o ciepłych, zimowych swetrach? :)