04 listopada 2015

Co tam pani szydełkuje?

Znamy to wszystkie. Na ławce w parku, w poczekalni do lekarza, w autobusie, na przystanku, w szkole i w pracy. Wyciągam robótkę i naglę staję się podmiotem lub (co gorsza!) przedmiotem konwersacji.


A moja babcia to też robiła na drutach!

Spojrzenia i szepty już nie zwracają mojej uwagi. Przyzwyczaiłam się, że gdy wyciągam druty w autobusie czy pociągu to ludzie patrzą na mnie jak małpę na salonach - no ewidentnie nie pasuję do obrazka. Raz na jakis czas zdarzą się dwie czy trzy młódki które pokażą mnie sobie palcem, wywrócą oczami i zarżą dziko. Rżenie już zwraca moją uwagę, bo to niecodzienny dźwięk w mieście, więc zazwyczaj spojrzę,  ale i tak oleję i dziegam dalej. Natomiast zdzierżyć nie mogę tych wszystkich kandydatów na moich interlokutorów, którzy samodzielnie rekrutują się spośród rzeszy przechodniów czy współpasażerów. A chętnych do rozmowy zawsze jest wielu. A to jakiś żulik przechodzi i akurat ma nastrój do rozmowy, a to pani z pieskiem albo dwoma. To może być sąsiadka albo  kawaler poszukujący swojej drugiej połówki, który akurat zwietrzył łatwy temat do zagajenia rozmowy. Zazwyczaj odbywa się to według kilku schematów:
1) A co tam pani szydełkuje?
2) Moja babcia (/ mama /pies / wujek dziadka Zbigniewa / ciotka Stefania) też dziergała!
3) A nie żal pani czasu jak pani kochana takie same można w Pepco za 10 złotych kupić?

Hobby jako zaproszenie do rozmowy czyli "a moja babcia to też czytała książki!"

Zachwycającym i głęboko zdumiewającym mnie zjawiskiem społecznym jest odbierania osoby dziergającej publicznie jako pierwszego lepszego podmiotu ulicznego nagabywania. Gdybym była studentką socjologii, poważnie pokusiłabym się o zbadanie tego ewenementu w ramach pracy nad magisterką. Jeśli siedzę na ławce czy fotelu w autobusie i zajmuję się sama sobą, to w mojej prywatnej opinii nie powinnam prowokować tylu prób kontaktu. Nieważne co robię, dopóki nie mam naklejonej na pierś kartki "Podejdź do mnie i przywitaj mnie głupim tekstem o dzierganiu" nikt nie powinnien się czuć upoważniony do tego typu uwag. Powiecie może, że jestem aspołeczna i przesadzam, ale spójrzmy na sytuację z takiej oto perspektywy dziergania jako hobby.
Ludzie mają różne hobby. Jedni czytają książki, inni słuchają muzyki, grają w gry, docierają na krańce internetu albo dłubią w nosie. Nasze hobby uskuteczniamy w różnych miejscach - również publicznych. Wyobraźmy sobie takie scenki:

Scenka 1
Siedzę w parku i czytam książkę. Przysiada się do mnie Pani z Pieskiem.
PZP: A co tam pani czyta? Książkę? A jaką książkę pani czyta? A fajna chociaż? O... A nie żal pani czytać książkę? Wie pani, pani kochana, jutro będzie adaptacja tej książki lecieć na Polsacie, to po co pani czyta? Nie łatwiej obejrzeć?

Scenka 2
Jeżdżę sobie na deskorolce w parku i słucham sobie z MP3 Slayera. Podchodzi do mnie Kawaler Poszukujący Drugiej Połówki.
KPDP: Moja babcia to też jeździła na deskorolce i słuchała Slayera!

Scenka 3
Siedzę na deptaktu i gram na skrzypcach Bacha.
Dwie lub Trzy Młódki: O matkooo zobacz Malwina, ona gra Bacha, no jaka siara nooo. Co ta dziewczyna Bacha graa.... O boszzz O EM Gie! Bacha! No ja cie nie mogę! Jaki skansen!

I co? Przesadzam? No może troszeczkę ;)

A moja babcia nie zaczepiała obcych jak nie miała nic mądrego do powiedzenia.

Niestety, przeważająca liczba tych zaczepiających mnie osób, to takie, które komentują by komentować, powiedzieć coś uszczypliwego albo po prostu gadają co popadnie, na swoje ofiary wybierając nieszczęsne dziewiarki. Przykra prawda jest taka, że większość z tych osób nawet nie ma ochoty na rozmowę o dzierganiu ani nie są ciekawe mnie jako osoby, po prostu biorą sobie dziewiarkę na celownik bo prezentuje pewną anomalię, wyróżnia się, robi coś dziwnego i jest łatwym celem.

Te z Was, które znają mnie osobiście, wiedzą, że bardzo lubię rozmawiać o dzierganiu lub też rozmawiać w ogóle, bo jak się rozkręcę to straszna gaduła jestem - szczególnie jak się napiję piwa na naszych spotkaniach dziewiarskich :)
Jeszcze jako studentka przegadałam w pociągu niemal godzinę z pewną starszą panią, która również dziergała, dopóki wzrok jej pozwalał i rozmowę tę wspominam bardzo miło. Naturalnie, bardzo miło jest również otrzymywać komplementy na temat akurat dzierganego szalika, bo - dopóki są szczere - nie różnią się niczym od komplementów na temat fryzury czy torebki, nieważne czy pochodzą od nieznajomego/nieznajomej czy od naszych najlepszych przyjaciół.
Kiedy ktoś podchodzi do mnie i prosi o pomoc w nauce dziergania to nie obrażam się tylko oczywiście z chęcią naprowadzam na odpowiednie strony i instytucje :) Żal mi natomiast, że takie spotkania to nadal niewielki procent tych moich przygód.


A jakie są Wasze odczucia? Mam nadzieję, że spotykacie więcej pozytywnych osób niż ja :)



43 komentarze:

  1. no niestety i tak bywa jak czytam namietnie ksiązki ,ale to raczej wszysycy przyzwyczajeni ;) i nie zaczepiaja , ale za to od listopada weszły karty śkup znaczy zamiast biletu papierowego mam go na karcie i musze się odbić przy wejscci i to skupia wszystkich na mnie uwage patzra jakbym sie z choinki urwała ...;p

    OdpowiedzUsuń
  2. W moim przypadku zwykle obchodzi się bez komentarzy (zdaje się, że mam groźny wyraz twarzy przy dzierganiu ;) ). A jeśli już padają słowa, to raczej miłe. Niedawno miałam podobne do Twojego urocze spotkanie międzypokoleniowe w pociągu i dla takich sympatycznych starszych pań warto wyciągnąć robótkę :) Przyznaję, że nie lubię komentarzy uprzedmiotawiających typu "Popatrz synku, pani dzierga sweterek...", ale to zdarza się niezwykle rzadko. Mam nadzieję, że obecny wzrost popularności wszelkiej działalności rękodzielniczej pomoże w zmianie postrzegania dziergania w miejscach publicznych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie to się przyzwyczaiłam, czasem czuję zazdrość siedząc np. w dłuuugiej kolejce do lekarza, że mam co robić i najzwyczajniej czasu nie marnuję i nie jestem zmuszona czytać kolejny raz tych samych reklam i ulotek.
    Nawet miałam ostatnio zabawną sytuację, koleżanka mnie pyta: Byłaś wczoraj u doktora F. (w mieście 70 tys. + drugie tyle okolica). Odpowiadam "No byłam, a skąd wiesz?" "Bo znajoma z pracy mówiła, że była Pani, która takie ładne gwiazdki szydełkiem robiła" :))

    OdpowiedzUsuń
  4. E, a mnie nikt nie skomentował ani nie zaczepił. Muszę mieć pewnie porządnie odstraszający wyraz twarzy, że aż się boją podchodzić.
    Ale żeby nie było, że na to narzekam! Wręcz przeciwnie. :) Cudownie mi z tym.
    Niestety dzierganie w komunikacji teraz ma przerwę z racji temperatury, bo nie jestem nawet w stanie wyjąć rąk z kieszeni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez próbuje odstraszać ludzi miną. Może mi nie wychodzi, może mam naturalną twarz aniołka ;D

      Usuń
  5. Kurcze! Ja mam zupełnie inne odczucia!
    Zdarza mi się dziergać w komunikacji miejskiej czy na przystanku albo w poczekalni. Oczywiście czasem czuję, że ktoś się gapi. Ale jeśli już dochodzi do rozmowy to jest zawsze bardzo miła :-) najczęściej są to starsze Panie, które opowiadają o dzierganiu w młodości. Czesto też komplementują skarpetki dziergane na drutach z żyłką albo żakardy.
    Nie wstydzę się robić publicznie na drutach! Nie czuję się wytykana palcami :-) mam nadzieję, że Ciebie też zaczną spotykać tylko sympatyczne sytuacje!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzadko mi się zdarza dziergać publicznie, ostatnio latem przed zamkiem w wawie, ale nie wzbudziłam żadnej sensacji ani emocji w przechodniach. Może to zależy od miny lub postawy i inni wyczuwają twoją otwartość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. ja nie koralikuję ani nie szydełkuję publicznie, więc nikt mnie pod tym kątem nie zaczepia, ale za to jestem rzecz jasna chodzącą reklamą swojej radosnej twórczości i od czasu do czasu słyszę "ale ma pani piękne kolczyki/pierścionek/bransoletkę! ale jak to to tak, to pani sama to? ale jak?!" :D

    a tekst o babci słuchającej Slayera mnie powalił, coś czuję, że ja będę tą babcią, co to punka słuchała i szydełkowała przy tym :D

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie to nie zdarza się często, bo i rzadko mam okazję w miejscach publicznych dziergać. Ale jak już się zdarzy to oczywiście pojawiają się spojrzenia, ktoś rzuci komentarz, ktoś zagada bez wyraźnego celu. Nie lubię gadać z obcymi, więc delikatnie kończę dyskusję zanim się zacznie. Przynajmniej się staram, bo są tacy desperaci, których się spławić nie da. Pamiętam, jak kiedyś dziergałam sweter na poczekalni w szpitalu. Przysiadła się do mnie dziewczyna, pozachwycała się, stwierdziła (standard!), że nie miałaby do tego cierpliwości, a następnie zgrabnie zmieniła temat i bitą godzinę opowiadała mi historię swojego życia sporą uwagę poświęcając swojemu szczurowi. A ja naprawdę nie lubię rozmawiać z obcymi... czasem to nawet książka nie pomaga, też w poczekalni ktoś kiedyś próbował usilnie oderwać mnie od lektury, tak jakby coraz głębsze wkładanie nosa między kartki nie było dostatecznym sygnałem, że nie mam ochoty na rozmowę...
    Ale jak ktoś (nawet obcy) chce naprawdę o rękodziele porozmawiać to się bardzo cieszę. Niestety to rzadkość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym mówiłam, kiedy zupełnie niezainteresowane tematem osoby wybierają sobie dziewiarkę na ofiarę i zaczynają rozmowę byleby się wygadać. Strasznie ci współczuję tej sytuacji - ja też nie lubię kontaktów z obcymi (uciekam przed listonoszem!) i staram się zakończyć rozmowę o psach, szczurach, pani Jadzi sąsiadce z 3 piętra... jak najszybciej.

      Usuń
  9. Może w mojej okolicy ludzie są jacyś dziwni. Nie zaczepiają mnie , kiedy robię na drutach, a robię często, bo np. w kolejce u lekarza jest to dla mnie świetna terapia odstresowująca. Ostatnio właśnie u lekarza spotkała mnie zabawna historia. Pełna poczekalnia pań / bo to" damski" lekarz/ .Większość udaje , że nie widzi , że ja "drutuję". W pewnym momencie przychodzi pani z synkiem 3-4 latka i dziecko głośno : "mamo , co ta pani robi ?". Chyba miał okazję pierwszy raz zobaczyć dziewiarkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio trafiłam na lekarkę która była zapaloną dziewiarką i połowę wizyty poświęciłyśmy omawianiu konstrukcji szala ;)

      Usuń
  10. Fajnie to opisałaś ;p ja co prawda na drutach nie robię, ale czasem zdarza się, że skrobnę coś na szydełku - może nie typowego, bo np. bransoletkę, ale i tak mam wrażenie, że ludzie się na mnie krzywo patrzą... bo takie rzeczy to przecież tylko babcie robią...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakby mnie ktoś nagabywał przy dzierganiu to chyba bym pogryzła :-) lubię wtedy święty spokoj, no chyba ze rodzinna rozmowa to ok.Swietny tekst musiałam się serdecznie i ciekawe zestawienia porobilas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys czekajac na corke na basenie ,wzbudzilam zdrowa sensacje dziergajac skarpetki. Nie bylam zaczepiona przez nikogo co prawda, ale gapili sie na mnie absolutnie wszyscy,zarowno rodzice jak i dziatwa. :-)

      Usuń
  12. Ha ha aleś mi się wbiła w temat..
    Jak wiesz byłam ostatnio w szpitalu.. a co wełnoholiczka moze zapakowac ze sobą mając w perspektywie 7 calusienkich dni na obijanie sie...
    no wiec tak: WSZYSCY dosłownie wszyscy byli niezwykle poruszeni. Od lekarzy( sami faceci) przez pielegniarki, sprzataczki pacjenki po odwiedzających włącznie hihi
    o ile panowie tylko grzecznie pytali co to takiego robie.. to panie juz przysiadaly i zaczynały się dyskusje...
    w sumie dla mnie zabawne i mile
    wiec co druga dziergala swoim malym dzieciom w poprzednim wcieleniu, ale teraz to juz czasu sie nie ma.. poza tym moda na dzierganie minela, (??) jedna pani ponoc super wszystko szydelkuje do dzisiaj i wogole naj naj , wiec gdy inna sie pochwaliła,że kupila na chrzest jakąs koronkowa ozdobę z cyrkoniami dla wnusi az za 150 zł, to zostala pouczona ze to ZA DROGO, bo to trzy nitki na krzyz itepe itede hihi, czesc pan stwierdzila,ze one nie mają drygu do takich spraw... generalnie hobby wzbudza jakies dziwne zainteresowanie i kazdy czuje potrzebe wypowiedzenia sie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może z dzierganiem jest jak z polityką - każdy ma swoją opinię na ten temat, nawet jeśli zero wiedzy :)

      Usuń
  13. Ale uśmiałam się z Twoich scenek:)... ja nie mam okazji dziergać publicznie ale największe zdziwienie było u moich synów kilka lat temu jak wróciłam do dziergania po bardzo długiej przerwie tak długiej ,że dzieci nigdy nie widziały jak mama siedzi i dzierga. Więc jak już zasiadam z drutami w rękach to chłopaki ( wtedy ok. 13 i 18 lat) siedzieli na podłodze z otwartymi buziami i pytali.... co ty mamo szyjesz?- nie szyję, tylko robię na drutach:)... a co to będzie?- sweter... ale jak to wyjdzie z tej kulki i drutów?- wyjdzie tylko trzeba poczekać....a szybciej nie możesz robić?- nie dam rady robić w takim tempie jak mi rozwijasz włóczkę:)....i było wiele jeszcze innych śmiesznych pytań. Teraz już nie ma sensacji a nawet ostatnio syn był u koleżanki i powiedział, że jej mama dzierga bo dojrzał koszyk z robótką:)
    Pozdrawiam☺

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też uwielbiam dziergać w miejscach publicznych, bo nie cierpię siedzieć bezczynnie. Często mnie zaczepiają starsi ludzi i wspominają z łezką w oku coś z młodości. Kiedyś starszy pan na przystanku zatrzymał się obok mnie i patrzył. Nie odezwał się, póki na niego nie spojrzałam :) Powiedział, że od dwudziestu lat nie widział nikogo, kto dzierga na drutach. Myślał, że nikt już tego nie robi :) Wczoraj siedziałam kilka godzin w szpitalu u taty. Tata przespał całą moją wizytę, za to starszy pan z łóżka obok (90 lat!), od razu mnie zaczepił pytaniem, co dziergam. Jak powiedziałam, że czapeczkę dla najmłodszego siostrzeńca, to sie pochwalił, że on został tydzień temu pradziadkiem. Spotykają mnie więc raczej miłe sytuacje. Jeszcze nigdy nikt tego jakoś niemiło nie skomentował. Kilka osób opowiedziało mi pół swojego życia przy okazji, ale nie przeszkadza mi to. Pracuję w szkole, więc umiem się wyłączyć. Układ idealny- oni chcą pogadać do żywego człowieka, ja udaję, że słucham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie denerwują osoby, które po 5 minutach opowiadają mi historię swojego życia czy chcę słuchać czy nie.

      Usuń
  15. nigdy jeszcze nie spotkałam się z negatywnym komentarzem. a kiedyś nawet siedziałam w kawiarni i dziergałam, podeszła kelnerka i powiedziała, że bardzo mi zazdrości, ona też próbuje, ale dopiero się uczy i kiepsko jej wychodzi, no i ma bardzo mało czasu, bo studia, praca...
    to było bardzo miłe - i zdecydowanie, jeśli już spotykam się z jakąś reakcją, to miłą.

    OdpowiedzUsuń
  16. A moja babcia nie zaczepiała nieznajomych... genialne!
    Niestety rzadko mam okazję dziergać w miejscach publicznych,,, czego bardzo żałuję... Ale ogólnie uwielbiam wzbudzać zgorszenie ;-) Tym bardziej, że przedmiot tego zgorszenia nadzwyczaj ciekawy :-)
    Najlepiej połączyć - słuchanie muzyki i dzierganie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo fajny felieton napisałaś. No i sprowokowałaś arcyciekawą dyskusję.
    Ja podobnie jak Ty bardzo często dziergam publicznie i robiłam to zawsze. Różne emocje to budzi, często zdziwienie i opad szczęki.Najlepsza moja przygoda z tej serii miała miejsce w ekspresie do Warszawy. Jechałyśmy z koleżanką na szkolenie do Biblioteki Narodowej, a w przedziale sami biznesmeni, dodam,ze rzecz działa się wówczas, gdy na naszym rynku pojawiły się pierwsze laptopy. Więc siedzimy my i biznesmeni z laptopami. Jak wyjęłam druty to patrzyli z politowaniem. Po jakimś czasie koleżanka moja zasnęła, więc wyciągnęłam książkę i robiłam i czytałam. Przyznaję,że miałam ogromną satysfakcję, gdy panowie zaniemówili,gapili się i opadały im szczęki. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, bo teraz patrzyli z dużym szacunkiem..Nawet były komentarze,"żeby tak wszyscy pracowali"itp. No więc dziergajmy sobie , a reszta niech się gapi. Mój mąż zawsze podkreśla,że chyba tylko jeszcze w kościele nie dziergałam, ale przecież nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w drutkowaniu! Pozdrawiam druciarsko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś takiego... Ostatnio jak dziergałam w pociągu to zauważyłam protekcjonalne spojrzenia mężczyzn... No cóż. Oni takiego zajebistego szalika jak mój mąż nigdy mieć nie będą ;)

      Usuń
  18. Dziergam publicznie każdego dnia jadąc do i wracając z pracy. Wzbudza to zainteresowanie współpasażerów, ale rzadko ktoś mnie zaczepia, może ludzie boją się że się pomylę….? Jednak ciekawskie spojrzenia są i pewne zainteresowanie jest. Czasami zagadują mnie starsze osoby i opowiadają jak to dziergały w młodości (kobiety), albo, że "ich matki też dziergały!" (mężczyźni) - przy takich komentarzach czuje się jakbym już dawno przekroczyła setkę, bo często są to panowie w wieku "na oko" około 70-80 lat.
    Najbardziej zabawny komentarz usłyszałam pewnego dnia w autobusie od starszego Pana, który usiadł obok, spojrzał na mnie, potem na moją robótkę i powiedział - "TAKA PANI MŁODA I JUŻ ROBI NA DRUTACH!". Ręce mi opadły (dobrze, że nie oczka !) i zaniemówiłam. Pewnie, według tego Pana, jest jakiś wiek, gdy już "wypada" dziergać....
    Robótka jest zawsze w mojej torebce i jak tylko mam okazję - dziergam. Reakcje są najczęściej pozytywne. Urocze są dzieci, które szeroko otwierają oczy i nie wierzą, że z motka włóczki i dwóch patyczków można "wyczarować" czapkę lub sweterek. Są bardzo zainteresowane i pełne zapału do nauki. Kiedyś jeden student poprosił mnie, abym go w autobusie szybko (!) nauczyła jak się dzierga - pokazałam i zrobił samodzielnie jakieś 5 oczek podczas mojej "trasy" do domu - był zachwycony i bardzo dumny z siebie ;) Ostatnio w pociągu spotkałam dziewiarkę, która robiła czapkę, ja wyciągnęłam moją robótkę, wymieniłyśmy dziewiarskie uśmiechy i spojrzenia i - nimi umocnione - dziergałyśmy w skupieniu dalej. Innym razem, pewien współpasażer wyjął telefon i zaczął filmować moje ręce dziergające jakąś czapkę czy chustę – twierdził, że musi to uwiecznić, bo nikt mu nie uwierzy, że kogoś takiego spotkał (!), no prawdziwy cud w pociągu….
    Negatywne reakcje zdarzają się ze strony... mężczyzn. Najczęściej jest to prychanie, wybuchy śmiechu, czy nieprzyjemne komentarze. Podczas ostatniej podróży pociągiem z Krakowa, siedziałyśmy sobie grzecznie z Koleżankami Dziewiarkami przy stoliku, rozmawiałyśmy i dziergały, a czas płynął miło i spokojnie.... trwało to niestety krótko, bo niebawem usiadło obok nas (przy sąsiednim stoliku) czterech "uroczych" panów, którzy wracali z upojnego (dosłownie i w przenośni) weekendu. Byli niegrzeczni i usilnie próbowali zwrócić na siebie uwagę m.in. bardzo, bardzo głośną rozmową. Niestety (!) spotkali się z brakiem reakcji, ale, aby zaistnieć i "docenić" nasze ciche towarzystwo, spuentowali nas komentarzem: "Założę się o klucze do mieszkania i samochód, że żadna z NICH nie ma męża" - .....
    i w taki sposób można szybko stać się właścicielem samochodu lub mieszkania :)
    To była taka najbardziej nieprzychylna reakcja z jaką miałam okazję spotkać się osobiście.
    Generalnie jest miło i sympatycznie, i wcale nie przeszkadzają mi zaczepki i komentarze. Traktuję je jako potwierdzenie faktu, że Jestem Wyjątkowa, bo Jestem Dziewiarką ;)
    Z dziewiarskim pozdrowieniem....

    PS. Dziewiarstwo zbliża ludzi. Przekonałam się o tym na tegorocznych wakacjach w Ustce. Dzięki mojemu dzierganiu w oczekiwaniu na pyszną rybkę, i rozmowom z właścicielami karczmy - poznałam osobiście Danusię, bardzo sympatyczną blogującą dziewiarkę, z którą miło spędziłyśmy czas dziergając i rozmawiając o wełnie, wzorach, testach i.... stadzie merynosów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Monika... Taka jesteś młoda i JUŻ dziergasz :)
      Najbardziej się dziwię właśnie komentarzom w stylu "moja mama też dziergała". Po co mi ta wiedza? :)

      Usuń
  19. Bardzo dobrze napisane! Ja kryję się ze swoją pasją w domu. Bardzo długo też nie zdradzałam jej znajomym - bałam się reakcji. Teraz już większość wie, a nawet przy wieczornych spotkaniach wyciągam robótkę i się nie przejmuję. Niestety jeszcze brakuje mi odwagi, aby dziergać w miejscach publicznych, co mnie strasznie denerwuje, bo bardzo nie lubię siedzieć bezczynnie! Co prawda, wykorzystuję czas podróży na zaległości książkowe, ale wolałabym w tym czasie dziergać... No cóż... Może za parę lat! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie ma co się kryć ale jeśli chcesz zrobić "coming out" i dziergać publicznie to trzeba się przygotować na wszelkiego rodzaju spojrzenia i komentarze ;)

      Usuń
  20. Przeczytałam wszystkie komentarze i jako dziergająca publicznie mam tylko jeden wniosek:
    Nie poddawajmy się! Nie wstydźmy się, nie ukrywajmy, nie tłumaczmy, nie brońmy swoich racji, nie przekonujmy o wartościach...dziergajmy!....a oni przywykną....

    OdpowiedzUsuń
  21. Super felietonik Ci wyszedł. Publicznie dziergam zazwyczaj w autobusie do Poznania na spotkanie robótkowe, ale zakładam słuchawki na uszy i jakoś jeszcze mnie nikt nie zaczepił. Natomiast jak byliśmy na wycieczce na której pół autobusu to byli znajomi to i owszem zdarzyło się, że przychodzili specjalnie popatrzeć, że ktoś z tyłu dzierga-nie wierzyli, ale chyba zdążyli przywyknąć, chociaż część znajomych ma żal, że robótkuje w czasie "spotkań towarzyskich" zamiast się integrować, proponuję wówczas, że nauczę ich mojego idealnego sposobu na integracje-działa....niestety tylko w ten sposób, że oni dalej "spożywają napoje procentowe" ale nie czepiają się, że ja dziergam.
    Ps.słowo "interlokutorów" musiałam wygooglować..... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tato mi kiedyś powiedział, że dzierganie przy ludziach podczas spotkań rodzinnych jest niegrzeczne. No cóż... nie wydaje mi się by było bardziej niegrzeczne niż palenie papierosa albo oglądanie meczu czy telewizji w trakcie takich spotkań.

      Usuń
  22. Nie dziwię się, że tacy ciekawscy doprowadzają Cię do szału :D ja czasem dziergam publicznie, i czasem nie mam problemu z tym, że ludzie się gapią lub zagadują, ale czasem mam ich dość. Juz wystarczy, że przyciągam spojrzenia, bo jestem blondynką w kraju, gdzie jasne włosy w zasadzie nie występują naturalnie, a jak jeszcze wyciągnę druty... O bogowie :P ale i tak najlepszy był jeden starszy Włoch który siedział koło mnie w samolocie. Bezczelnie pochylił się i gapił na robótkę przed chyba pół lotu :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdarzyło mi się wielokrotnie ten temat na spotkaniach w dziewiarskim gronie poruszyć, bo niestety, też mam i mało interesujące wspomnienia z komentarzami obserwujących mnie, dziergającą publicznie, ludzi, i jedna znajoma (Ewakuacja) zwróciła mi uwagę, że nie tyle samo dzierganie wzbudza szok, co postawa jaką prezentujemy przy okazji. Jak się człowiek spina, i czeka z której strony go taki śmieszny pan czy pani zaczepi i się tego boi, to poniekąd ściąga na siebie zainteresowanie takich.. Myślę, że jak na golasa wejdziesz do sali pełnej ludzi skulona i przerażona, tak Cię odbiorą, palcem wskażą, z zażenowaniem przyjmą.. jak wejdziesz pewnym siebie krokiem, dumna z tego jaka jesteś i co robisz - pewnie wzbudzisz niemy zachwyt i podziw.. :D Dziewiarka jest idealnym towarzyszem do dyskusji przygodnej.. nie czyta, myśli ma wolne, tylko ręce zajęte - więc do rozmowy nadaje się idealnie... Zbieraj te doświadczenia, zapisuj - wydasz kiedyś "pamiętnik dziewiarki: wśród ludzi", my zrobimy z niego bestsellera :) zobaczysz!
    moja babcia zaczepiała obcych na potęgę :) wyjście z nią do ludzi - było niejednokrotnie pełne zażenowania... ale teraz śmieję się z tego i tęsknię za tym, jak mało kto potrafiła być i cieszyć się chwilą po prostu, obojętne kto siedział obok.. to umiejętność, której jej zazdroszczę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, może ja sama prowokuję. Nie jestem typem osoby która się boi i kuli, więc jak widzę grymasy i spojrzenia na moją robótkę, to patrzę w oczy, unoszę brew i czekam wyzywająco na komentarz. Zawsze z dumnie podniesioną głową, by każdy wiedział, że nie wstydzę się dziergania ;)

      Usuń
  24. Takich samych to w Pepco na pewno się nie kupi.

    Dziergać nie dziergam, ale haftuję matematycznie lub czasem pętelkami. W domowym zaciszu, bo publicznie raczej się nie da. Albo w szpitalu (zdarzyło się dwa razy) i tam zwracam uwagę całego personelu i współpacjentek. Komentarze zazwyczaj są bardzo miłe, choć zdarzają się i takie w stylu "Pani to chyba nie ma co robić.", ale te zazwyczaj słyszę od znajomych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki komentarz może zasadzić chyba tylko osoba bez żadnego hobby..

      Usuń
  25. robotka zawsze mi towarzyszy,- na placu zabaw, u lekrza, na dyzurze, na basenie, jak na dzieci czekam, w autobusie, pociagu, samolocie-tu przy odprawie kazali mi po przeswietleniu torebki wszystko z niej wyjac i zdziwili sie, widzac klebki i szydelko- a na dodatek robotka byla szaro-zolta- wiec w kolorach floty , ktora lecialam( Lufthansa)
    Komentarze i zaczepki sie zdarzaja, zazwyczaj kwituje je usmiechem, zadko kiedy rozwija sie rozmowa- raz mloda dziewczyna pochwalila sie, ze tez niedawno nauczyla sie robic na drutach i dopytywala gdzie kupuje wloczki ;)
    Ogolnie mam zdecydowanie pozytywne wrazenia z publicznego dziergania ;D

    OdpowiedzUsuń
  26. Faktycznie irytuje mnie to czasem ,bo mam wrazenie, ze robotka staje sie dla ludzi pretekstem do zaczepienia. Jesli ma to prowadzic do rozsadnej rozmowy, to wszystko OK, ale czesciej mam wrazenie, ze ludzie nie moga sie oprzec, zeby nie skomentowac baby- dziwo;)
    W kategorii najlepszych tekstow nadal jest cytat z mojej bylej szefowej (ktora ma dzici w moim wieku), kiedy w trakcie podrozy sluzbowej wyjelam druty: ö, wiesz, moja babcia tez robila wszystkim takie okropnie brzydkie skarpety, ktorych nikt z nas nie chcial nosic". Naprawde nie umialam sie ustosunkowac do tej wypowiedzi.
    Irytuje mnie poniekad, ze duza czesc z moich znajomych (faktycznie, w wiekszosci facetow) traktuje moje hobby z ogromna poblazliwoscia i troche sie ze mnie podsmiewuja, jak wyciagam druty, zamiast paluszkow do piwa, ale nieodmiennie zadziwiaja sie, kiedy w rozmowie wychodzi fakt, ze ten sweter, to sama zrobilam, i czapke tez i to i to i to tez. Bo jakos produkty finalne to juz im sie podobaja;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha.... właśnie o takich komentarzach jak twojej szefowej jest ten tekst. Durnych, bezsensownych, niegrzecznych... Nie wiadomo czy się śmiać czy odpowiadać.

      Usuń
  27. Super felieton!
    Dla nas dziewiarek temat rzeka. Ja należę do tych chowających się w domu. Nie lubię zbytnio, gdy ludzie się gapią na mnie. A fakt jest taki, że jesteśmy postrzegani za dziwolągów co to nic do roboty nie mają.
    Tekst: "TAKA PANI MŁODA I JUŻ ROBI NA DRUTACH "rozłożył mnie śmiechem:))
    Swoją drogą sprawia mi przyjemność, gdy spotykam młode osoby zarażone tą piękną, twórczą pasją.
    Pozdrawiam wszystkie dziewiarki:młode, starsze i te stare z okularami na podwójnym szkle. Też takie kiedyś sobie sprawie, bo mam zamiar dziergać do końca i jeszcze dłużej :))

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie tylko dlatego, że na klawiaturze, ale obiema rękami podpisuję się pod każdym słowem.
    Ale miałam ostatnio miłe spotkanie z panią, która jakieś pięć lat temu odbyła ze mną taką rozmowę w parku (w schemacie PEPCO), a kiedy dotarło do niej, że ma ochotę dziergać - szukała mnie i znalazła na naszych spotkaniach robótkowych. Pozdrawiam, B.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty, inspiracje i recenzje na tym blogu powstają z myślą o Tobie, czytelniczce mojego bloga. Zostaw komentarz, udostępnij ten post na Fejsie czy albo daj + w Google - doceń moją pracę i poleć ją innym!