27 grudnia 2015

Xacobeo hat

Drugą częścią prezentu dla mojej siostry była czapka Xacobeo Hat. Prezent przyjęty został z radością, siostra pół wieczoru przesiedziała w czapce i kominie, więc zakładam, że się spodobał :)


Wzór może nie jest idealnie dobrany do komina, ale myślę, że to nie przeszkadza :) Czapka jest mięciutka i cieplutka, błyskawicznie się ją robi a wzór gotyckich łuków jest bardzo łatwy do zapamiętania. Na tę konkretną czapkę naprowadziła mnie Magda i jej piękna wersja tego wzoru.  

Dane techniczne:
Druty: 5.0 mm na ściągacz, 5.5, 5.0 i 4.5 na reszte
Włóczka: Malabrigo Mecha w kolorze Plomo
Zużycie: 0.8 motka 



Zimy jeszcze nie ma, ciepło jak na wiosnę, ale niedługo zacznę taką samą dla siebie. Jestem pewna, że mrozy kiedyś przyjdą. Nawet jeśli miałoby to być za kilka lat ;)


Przez tę pogodę zupełnie nie mam weny na nowe udziergi... Jak człowiek porządnie nie zmarznie to ciężko się zebrać :)

19 grudnia 2015

Monoshone Creek Cowl

Miałam ten komin w kolejce na Ravelry od dwóch lub trzech lat. Czekał na odpowiedni czas, odpowiednią włóczkę i odpowiednią właścicielkę. Aż do teraz :) Czas jest dobry, właścicielka w potrzebie i piękna, pasująca włóczka też się znalazła.

Komin wydziergałam dla siostry na prezent świąteczny, razem z czapką, którą pokażę następnym razem. Musiałam zrobić zdjęcia na szybko, teraz prezencior już czeka zapakowany i gotowy do wręczenia :)





Spodobał mi się bardzo! Chyba sobie zrobię taki sam :)

Włóczka: Malabrigo Mecha w kolorze Plomo, 3,5 motka.
Druty: 6 mm

Komin odrobinę powiększyłam, żeby był szerszy. Na komin według wzoru powinny wystarczyć 3 motki. Jest puchaty, cieplutki i milusiński. Nie chciało się go zdejmować. Najchętniej bym go nie oddawała :)




Na szczęście moja siostra nie zagląda na bloga, więc mogę się nim chwalić do woli :) A jak Wam idzie dzierganie prezentów? Coraz mniej gotowych udziergów widzę na blogach, pewnie wszystkie tajemnicze projekty czekają na publikację po świętach :)

15 listopada 2015

Mężczyzna modny

Dwa miesiące temu Łukasz poprosił mnie o szalik. Zazwyczaj takie zachcianki szybko się dezektualizują (Ja prosiłem o szalik? Nieeee...) ale tym razem było inaczej. Dziergałam sobie szale i sweterki, cały czas czując na sobie wzrok pełen wyrzutu pod tytułem "Gdzie jest mój szalik?!", więc uległam i zrobiłam. 

I oto mój modny mężczyzna z nowym szalikiem :)



Wydziergany szal to Guernsey Wrap, wzór bardzo prosty, klasyczny a jednocześnie ma w sobie to coś. Jestem z niego bardzo zadowolona - dawno nie wydziergałam czegoś tak fajnego. Efekt końcowy jest dużo lepszy niż się spodziewałam! Łukasz jest zachwycony i obiecuje nosić nieustannie :)

Mój Guernsey Wrap powstał z Malabrigo Worsted i to był strzał w dziesiątkę - wełna jest idealnie dopasowana do wzoru, niezwykle miękka a po praniu zmiękła jeszcze bardziej i stała się lejąca. Mizialność jest tak wielka, że już planuję coś z tej włóczki dla siebie. Gdybym była zupełnie szaloną dziewiarką zrobiłabym sobie kizialny kombinezon na kształt piżamki do chodzenia po domu :D





Kolor tego szala, to coś pomiędzy grafitem a granatem, fantastyczny! Bałam się, że na ciemnym nie będzie fajnie widać wzoru ale myliłam się. Słowem - szalik idealny!

Dane techniczne:
Włóczka: Malabrigo Worsted w kolorze Blue Graphite
Zużycie: 3 motki
Druty: 4,5 mm

Dziergało się bardzo miło i szybko a najlepszą nagrodą jest zadowolony mąż :)


PS. Przypominam o podsumowaniu naszej zabawy - 12 czapek w jeden rok - i konkursie! Pamiętajcie, że zgłaszać się można do 20 listopada!

04 listopada 2015

Co tam pani szydełkuje?

Znamy to wszystkie. Na ławce w parku, w poczekalni do lekarza, w autobusie, na przystanku, w szkole i w pracy. Wyciągam robótkę i naglę staję się podmiotem lub (co gorsza!) przedmiotem konwersacji.


A moja babcia to też robiła na drutach!

Spojrzenia i szepty już nie zwracają mojej uwagi. Przyzwyczaiłam się, że gdy wyciągam druty w autobusie czy pociągu to ludzie patrzą na mnie jak małpę na salonach - no ewidentnie nie pasuję do obrazka. Raz na jakis czas zdarzą się dwie czy trzy młódki które pokażą mnie sobie palcem, wywrócą oczami i zarżą dziko. Rżenie już zwraca moją uwagę, bo to niecodzienny dźwięk w mieście, więc zazwyczaj spojrzę,  ale i tak oleję i dziegam dalej. Natomiast zdzierżyć nie mogę tych wszystkich kandydatów na moich interlokutorów, którzy samodzielnie rekrutują się spośród rzeszy przechodniów czy współpasażerów. A chętnych do rozmowy zawsze jest wielu. A to jakiś żulik przechodzi i akurat ma nastrój do rozmowy, a to pani z pieskiem albo dwoma. To może być sąsiadka albo  kawaler poszukujący swojej drugiej połówki, który akurat zwietrzył łatwy temat do zagajenia rozmowy. Zazwyczaj odbywa się to według kilku schematów:
1) A co tam pani szydełkuje?
2) Moja babcia (/ mama /pies / wujek dziadka Zbigniewa / ciotka Stefania) też dziergała!
3) A nie żal pani czasu jak pani kochana takie same można w Pepco za 10 złotych kupić?

Hobby jako zaproszenie do rozmowy czyli "a moja babcia to też czytała książki!"

Zachwycającym i głęboko zdumiewającym mnie zjawiskiem społecznym jest odbierania osoby dziergającej publicznie jako pierwszego lepszego podmiotu ulicznego nagabywania. Gdybym była studentką socjologii, poważnie pokusiłabym się o zbadanie tego ewenementu w ramach pracy nad magisterką. Jeśli siedzę na ławce czy fotelu w autobusie i zajmuję się sama sobą, to w mojej prywatnej opinii nie powinnam prowokować tylu prób kontaktu. Nieważne co robię, dopóki nie mam naklejonej na pierś kartki "Podejdź do mnie i przywitaj mnie głupim tekstem o dzierganiu" nikt nie powinnien się czuć upoważniony do tego typu uwag. Powiecie może, że jestem aspołeczna i przesadzam, ale spójrzmy na sytuację z takiej oto perspektywy dziergania jako hobby.
Ludzie mają różne hobby. Jedni czytają książki, inni słuchają muzyki, grają w gry, docierają na krańce internetu albo dłubią w nosie. Nasze hobby uskuteczniamy w różnych miejscach - również publicznych. Wyobraźmy sobie takie scenki:

Scenka 1
Siedzę w parku i czytam książkę. Przysiada się do mnie Pani z Pieskiem.
PZP: A co tam pani czyta? Książkę? A jaką książkę pani czyta? A fajna chociaż? O... A nie żal pani czytać książkę? Wie pani, pani kochana, jutro będzie adaptacja tej książki lecieć na Polsacie, to po co pani czyta? Nie łatwiej obejrzeć?

Scenka 2
Jeżdżę sobie na deskorolce w parku i słucham sobie z MP3 Slayera. Podchodzi do mnie Kawaler Poszukujący Drugiej Połówki.
KPDP: Moja babcia to też jeździła na deskorolce i słuchała Slayera!

Scenka 3
Siedzę na deptaktu i gram na skrzypcach Bacha.
Dwie lub Trzy Młódki: O matkooo zobacz Malwina, ona gra Bacha, no jaka siara nooo. Co ta dziewczyna Bacha graa.... O boszzz O EM Gie! Bacha! No ja cie nie mogę! Jaki skansen!

I co? Przesadzam? No może troszeczkę ;)

A moja babcia nie zaczepiała obcych jak nie miała nic mądrego do powiedzenia.

Niestety, przeważająca liczba tych zaczepiających mnie osób, to takie, które komentują by komentować, powiedzieć coś uszczypliwego albo po prostu gadają co popadnie, na swoje ofiary wybierając nieszczęsne dziewiarki. Przykra prawda jest taka, że większość z tych osób nawet nie ma ochoty na rozmowę o dzierganiu ani nie są ciekawe mnie jako osoby, po prostu biorą sobie dziewiarkę na celownik bo prezentuje pewną anomalię, wyróżnia się, robi coś dziwnego i jest łatwym celem.

Te z Was, które znają mnie osobiście, wiedzą, że bardzo lubię rozmawiać o dzierganiu lub też rozmawiać w ogóle, bo jak się rozkręcę to straszna gaduła jestem - szczególnie jak się napiję piwa na naszych spotkaniach dziewiarskich :)
Jeszcze jako studentka przegadałam w pociągu niemal godzinę z pewną starszą panią, która również dziergała, dopóki wzrok jej pozwalał i rozmowę tę wspominam bardzo miło. Naturalnie, bardzo miło jest również otrzymywać komplementy na temat akurat dzierganego szalika, bo - dopóki są szczere - nie różnią się niczym od komplementów na temat fryzury czy torebki, nieważne czy pochodzą od nieznajomego/nieznajomej czy od naszych najlepszych przyjaciół.
Kiedy ktoś podchodzi do mnie i prosi o pomoc w nauce dziergania to nie obrażam się tylko oczywiście z chęcią naprowadzam na odpowiednie strony i instytucje :) Żal mi natomiast, że takie spotkania to nadal niewielki procent tych moich przygód.


A jakie są Wasze odczucia? Mam nadzieję, że spotykacie więcej pozytywnych osób niż ja :)



27 października 2015

Tuku tuku tuku

Niedawno miałam okazję testować dla Suvi piękny szal. Od razu wpadł mi w oko i akurat miałam szczęście zajrzeć na jej grupę na Ravelry wtedy, kiedy szukała testerek. Czasami warto zajrzeć na ravla w trakcie pracy :)



Szal ma fantastyczną konstrukcję, niby prostą ale z tym "czymś" jak to u Suvi bywa. Pochwalę się doborem kolorów, moim zdaniem idealnym, co rzadko u mnie się zdarza bo ja raczej jestem beztalenciem w doborze kolorów. Bardzo możliwe, że po prostu gdzies widziałam taką kombinację i ze mną "została". Szukam jakichś wyjaśnień, bo nadal nie mogę uwierzyć w to, że sama mogłabym wpaść na taką czadową kombinację. Kolory oczywiście zupełnie nie moje, bo jesienne - muszę komuś sprezentować ten szal :)





Dane techniczne
Wzór: Tukushawl by Suvi Simola (jeszcze niedostępny)
Druty: 3.5 mm
Włóczka: różne kolory Arwetty i Lang Superwash, więcej informacji na stronie projektu

Patrzę na zdjęcia powyżej i nie mogę nie zauważyć, że bardzo wyraźnie zaokrągliłam się na twarzy. Czas na jakąś dietę :P


Teraz wracam do mojej październikowej czapki i trzech swetrów. Same się nie zrobią :) A u Was co na drutach? :))

24 października 2015

Podsumowanie wyzwania i konkurs - 12 czapek w jeden rok

Czas zapierdziela jak szalony... Minął niemal rok od czasu, kiedy ogłosiłam nasze czapkowe wyzwanie. Najwyższa pora, żeby kończyć październikową czapkę (już niedługo ją pokażę!) i napisać parę słów podsumowania zabawy.


Trochę liczb i o tym jak się bawiłyśmy

Zaczęło się od ponad pięćdziesięciu osób w listopadzie a - póki co - skończyliśmy na 21 wrześniowych czapkach. Całkiem sporo osób w naszym postanowieniu wytrwało :) W międzyczasie dziewiarki się wykruszały ale też pojawiały się nowe. Wiem o przynajmniej kilku osobach, które wyzwanie z nami zaczęły dopiero w styczniu i kończą (o ile dadzą radę) w grudniu tego roku.

2014
listopad - 57 zgłoszeń
grudzień - 51 zgłoszeń
2015
styczeń - 50 zgłoszeń
luty - 44 zgłoszenia
marzec - 37 zgłoszeń
kwiecień - 37 zgłoszeń
maj - 23 zgłoszenia
czerwiec - 22 zgłoszenia
lipiec - 17 zgłoszeń
sierpień - 20 zgłoszeń
wrzesień - 21 zgłoszeń
październik - ??? :)

Dostawałam wiele sygnałów, że bardzo Wam się zabawa podoba. Było kilka dziewiarek, które dzięki wyzwaniu zrobiły swoje pierwsze czapki, było również kilka początkujących osób, którym udało się poprzez wspólne dzierganie czapek poznać nowe techniki i rozwinąć swoje umiejętności - wszystkim Wam serdecznie gratuluję i dziękuję za udział w zabawie!
Było też kilka osób, które zbyt serio potraktowały wyzwanie. Raz zostałam zmieszana z błotem (mailowo i anonimowo oczywiście) przez inną osobę za to, że nie zrobiłam majowej czapki. Dostałam takiego maila, że zaczęłam się zastanawiać czy nie zacząć dzwonić po szpitalach dla psychicznie chorych, bo może im ktoś uciekł :) Innym razem ktoś mi "nakapował" na koleżankę, że zrobiła kwietniową czapkę w marcu i powinna być wyrzucona z wyzwania :P Część pań nałogowo robiących czapki  pytała, czy mogą zaliczyć wyzwanie w jeden miesiąc, robiąc 12 czapek i co za to dostaną(!). A przecież nie o to chodziło :)

Co mi dało wyzwanie '12 czapek w jeden rok'?

Dla mnie to zabawa była prawdziwym wyzwaniem, ponieważ zanim zaczęliśmy niezbyt lubiłam czapki robić a jeszcze mniej lubiłam je nosić. Dzięki temu wyzwaniu udało mi się "rozczapkować" i stworzyć kilka naprawdę pięknych czapek, które będę nosić aż się rozsypią - bardzo miło jest dla odmiany nie marznąć w zimie w głowę. Teraz żadna czapka mi niestraszna! Przy okazji mniej-więcej wiem ile oczek potrzebuję nabrać na czapkę z wełny o grubości sport, dk, worsted czy bulky - przerobiłam je wszystkie!

Moją najulubieńszą czapką wykonaną w ramach tego wyzwania była Altea hat wykonana z Malabrigo Sock w kolorze Candombe - ma najfajnieszy dla mnie kształt i pasuje do większości moich płaszczy i kurtek. Noszę ją najchętniej ze wszystkich.




Zaraz po Altei miejsce na podium ma moja sierpniowa czapka BarleyMalabrigo Mechita w kolorze Plomo. Głównie za sprawą jej poziomu miękkości i kizialności.



Choć bardzo dobrze bawiłam się w ramach tego wyzwania, to jednak cieszę się, że dobiegło końca. Wszystkim się można zmęczyć, robieniem czapek również. Jak trochę odpocznę, na pewno wrócę do swojej kolejki na Ravelry - czeka na mnie około 30 kolejnych cudnych czapek, których wzory odnalazłam dzięki wyzwaniu :)


Co robimy dalej i o prezentach oczywiście.

Jako że rok spędzony na realizowaniu wyzwania to nie byle co, postanowiłam przygotować małą niespodziankę. Udział w zabawie końcowej mogą wziąć osoby, które:
  • podlinkują na dole swojego posta, stanowiącego podsumowanie zabawy (może to być post z ostatnią, październikową czapką lub osobne podsumowanie, jeśli nie zdążysz zrobić październikowej)
  • bawiły się z nami przez większą część wyzwania (jeśli nie udało ci się zrobić kilku z 12 czapek to nic straconego!)
Jeszcze nie wiem, w jaki sposób wybiorę tę jedną z Was, której przypadnie nagroda. Być może będzie to losowanie, choć kusi mnie też by wybrać samodzielnie. Zobaczymy :)

A do zgarnięcia jest ceramiczna miska na motek :)






Linkować swoje posty można do 20 listopada. Po tym terminie ogłoszę kto jest szczęściarą :) UWAGA! Każda z Was może podlinkować tylko jeden post!






15 października 2015

Co tam z tymi dwunastoma czapkami

Wpadłam na chwilkę, żeby dać Wam znać, że już wiem jak podsumujemy wyzwanie 12 czapek w 1 rok.
Mam dla Was mega fajne prezenty, które pokażę na końcu tygodnia jak mi się uda zrobić zdjęcia. Choć zdjęć jeszcze nie ma, mogę Wam obiecać, że są super fajne!

Prezenty będą losowane wśród osób, które podlinkują w moim następnym poście o wyzwaniu swój post z dwunastą czapką lub - jeśli nie zdążycie zrobić akurat październikowej - post z podsumowaniem waszego udziału w wyzwaniu. W losowaniu mogą wziąć udział wszystkie osoby, które bawiły się z nami w wyzwaniu przez ostatni rok, nawet jeśli brakuje Wam kilku czapek.

:)

Więcej wkrótce!

05 października 2015

Ironia losu tysiąc

Ten post będzie o tym, dlaczego jestem kupką nieszczęścia.

Mam sobie od jakichś dziesięciu lat na dłoniach coś, co nazywa się oficjalnie i mądro-medycznie kontaktowym zapaleniem skóry*. W praktyce objawia się to tak, że nie za dobrze wygląda (choć i tak mam łagodną wersję tego gówna) i pieruńsko swędzi. Dodatkowo utrudnia mi życie - ciężko jest np. robić na drutach, kiedy na palcach mam swędzące bąbelki.

*Nie googlajcie tego, bo wyszukiwarka wypluwa obrzydliwe fotki.

Problem jest rodzinny, bo moja mama też to ma - od detergentów. Mądrzy panowie i panie lekarze dermatolodzy kiwali więc głowami z uwagą i radzili mi - musi Pani unikać alergenu. Więc unikałam. 10 lat unikam. Wyeliminowałam z domu wszystkie zapachowe mydła i myję ręce super hipoalergicznym mydłopodobnym czymś dla największych alergików tego świata, używam hipoalegricznego proszku i płynów do prania, zrezygnowałam z płynów do płukania. Mam specjalny krem do rąk. Nie myję naczyń i sprzątam tylko w rękawiczkach. I nic. Efekt niewielki, może pojawia się trochę rzadziej niż kiedyś... Ale nadal często. I tylko na rękach.

Od jakiegoś czasu zaczęły mnie męczyć pewne podejrzenia... że może to nie od detergentów (lub nie tylko), że może to coś innego. Testowałam te swoje podejrzenia na różne sposoby, prawie pół roku sprawdzając a potem wypierając wyniki testów ze swojej  świadomości.. Ale dłużej się nie da.


Jestem uczulona na wełnę.  Ha ha. Tak.





Dobra informacja jest taka, że nie każda wełna zabija moje bardzo "wykwintne" ręce, gdyż akceptują merynosa i nie buntują się, kiedy z niego robię, pod warunkiem że nie jest to singiel ;) Z repertuaru odpada mi wszystko, co nie jest skręcone, każda wełna z włoskiem, wełna typu virgin, wełna szetlandzka, wełna bfl, alpaki, mohery... słowem niemal wszystko. Jaki to dramat - same możecie się domyślić. Za to radość, że jest choć jeden typ wełny, z którego jednak moge robić - nieopisana!


Ostatnio myślałam, że udało mi się oszukac przeznaczenie, bo dwa dni dziergałam z Drops Brushed Alpaca Silk... i nic. Ale już trzeciego dnia znów mnie wysypało. Nie wiem jak mam dokończyć ten sweter.. Czy ktoś ma doświadczenie w dzierganiu w rękawiczkach? :P



Co z moim kizimizi? ;(

02 października 2015

Kaloryfer i zajawki

Na początek baaardzo dobra informacja dla mnie i moich wiecznie zimnych stópek!


Działa! Grzeje! Umościłam już sobie na powrót kącik do dziergania pod kaloryferem :) To moje ulubione miejsce zimą. Prawdę mówiąc w tym roku zostałam tam nieco przymusowo skierowana zamiast kanapy.... okazuje się, że Łukasz ma uczulenie na fruwającą w powietrzu alpakę a ja dziergam akurat z takiego baaardzo rozfruwanego rodzaju. Staram się więc siadać jak najdalej i robię najszybciej jak mogę, żeby ten sweter jak najszybciej skończyć i dać mu odpocząć. 

A teraz zajawki. Jednego swetra nie pokażę, bo jest najbardziej karkołomny i nie chcę zapeszać. 

Poniżej sprawczyni mojej rozłąki małżeńskiej, domowy wróg numer jeden mojego męża.


Robię z niej sweter typu kizimizi (nazwę zajumałam stąd - pasuje idealnie!). Mam nadzieję, że pod koniec będzie wyglądał (a ja w nim!) tak jak na zdjęciu poniżej. Od razu powiem, że alpaczy sweter odgapiam w 100% i się tego nie wstydzę! Najlepsze pomysły są  bardzo często najprostsze i nie ma po co zbytnio kombinować i zmieniać tego cudownego udziergu:


Myślę, że jestem na dobrej drodze :) Uwielbiam inspirować się pracami Lotty, jej wykonania - zarówno wzorów jak i udzierg własnego pomysłu - są mistrzowskie. Każdemu polecam dokładnie przejrzeć jej projekty na ravelry, bo to prawdziwa kopalnia inspiracji. Ja sama czekam jak na szpilkach na jej kolejne prace, w nadziei, że znów pokaże jakąś prostą piękność, na widok której zapieję coś w stylu ojapierdziumuszętomiećnatentychmiast. 

Do kolejnego swetra, który mam w planach podchodzę już drugi raz. Za pierwszym razem chciałam go zrobić przepisowo, jak we wzorze, czyli z Limy Dropsa. Niestety Lima mnie gryzła a kolor, który wybrałam nie był zbyt twarzowy, nie było więc powodu, żeby kontynuować. Wybrałam więc najcudniejszą wełnę, jaką udało mi się kiedykolwiek zmacać, czyli Lilou DK Twist. Bardzo długo czaiłam się na te moteczki... a one leżały w sklepie i leżały... Doszłam do wniosku, że one po prostu czekają na mnie i z nikim innym nie pójdą. 


5 motków w kolorze Coquette czeka na swoje kolejne wcielenie ;) Mam ten wzór od dnia, w którym wyszedł na Ravery... i mam wieeelką nadzieję, że druga próba będzie ostatnią. Mam zamiar zrezygnować z ryżu we wzorze, bo choć ładny i sensowny to niestety przytłoczy piękne farbowanie włóczki a tego bym nie chciała.

A Wam jak idą przygotowania do zimy? Ogrzewacie się już przy kaloryferach i rozmyślacie o ciepłych, zimowych swetrach? :) 

30 września 2015

Czapka wrześniowa / 12 czapek w jeden rok

Zdążyłam! :)
Mamy ostatni dzień września (uff!) a ja Wam przedstawiam moją wrześniową czapkę. Czapka jest mega uroczakiem - ma piękny wzór i odstraszający jesień kolor :)



Wzór tu cudna czapka Hermiony z ekranizacji szóstej części Harrego Pottera. Sprawdzałam i wyglądam w niej trochę gorzej niż Emma Watson w swojej... Kto by pomyślał? ;)

Wzór: Hermione ♥ Ron (darmowy!)
Druty: 3.5 mm
Włóczka: Malabrigo Sock w kolorze Light of Love, 60 gram, dziergałam podwójną nitką.

O smutku! - chyba do końca się nie zgrałyśmy z moją Hermioną. Myślałam, że dojrzałam już do takich mocnych kolorów na jesień i zimę... ale niestety nie, dlatego czapka jest do wzięcia. Powoli zamykam sezon na róż, ciągnie mnie znów do szarości... Będę się z różem przepraszać wiosną :)



Swoje wrześniowe czapki możecie linkować do 10 października. A w październiku ostatnia, dwunasta czapka wyzwania. Mam mały plan na losowanie spośród uczestników wyzwania z małą nagrodą. Co Wy na to? Macie jakieś pomysły jak uświetnić zakończenie naszego wyzwania?

Byłoby super, gdyby każda z nas w poście z październikową czapką poczyniła małe podsumowanie wyzwania :)



24 września 2015

Komin niespodzianka

Tak mi się ułożyły kolory w kominie, że wygląda jak dwa w jednym. Z jednej strony prawie cały fioletowy a z drugiej strony brązowy :) Zauważyłam to w trakcie robótki, ale nie chciałam ingerować - tak też jest fajnie.






Nie będę się rozpisywać, bo już zrobiłam sporo takich i sporo ich też pokazałam na blogu. Kończę właśnie wrześniową czapkę i następny post będzie o niej :) Wpadłam też w jesienny szał i zaczęłam swetry - sztuk 4, wszystkie aktualnie w produkcji więc żadnego nie przybywa szybko.

Przygotowania do jesieni trwają! A u Was? :)

16 września 2015

Landryna


Ewidentnie przechodzę okres różowy w swojej twórczości dziewiarskiej. Sporo różu już przez moje druty przeszło, sporo różowych moteczków czeka grzecznie na półkach na przerobienie a ja wciąż nabywam nowe motki w tym pięknym kolorze!

Co ja poradzę, że brunetkom dobrze w różu?! :)


Jakiś czas temu zgłosiłam się do testu dla Agaty, który - jak prawdziwa dupa wołowa - zakończyłam jako ostatnia i po terminie... 

Tak właściwie, to dumna i blada skończyłam sweter 1,5 tygodnia po otrzymaniu wzoru - akurat trafiło się choróbsko i L4 i miałam dużo czasu na dzierganie. Niestety w dniu, w którym skończyłam swoje "wolne" odkryłam, że zupełnie spieprzyłam ażur. Coś źle przeczytałam, coś pokićkałam i wyszło zupełnie nie to, co miało wyjść. Ostatecznie sweter udało mi się skończyć w ubiegły weekend. Brawo ja!

Przedstawiam Landrynę, czyli energetyczną wersję Mistyaire!




Jak można zauważyć, sweter ma na każdym zdjęciu inny kolor :) Wynika to z tego, że ten melanż jest w wielu miejscach przetykany żarówiastym różem i aparat czasami nam świrował :) 

Bardzo jestem zadowolona z tego sweterka, bo właśnie czegoś takiego potrzebowałam w szafie. Forma jest dosyć prosta a nieskomplikowany ażur na dole przyjemnie ją przełamuje. Pewnie nie zdążę się nim nacieszyć tego lata, ale na następne będzie jak znalazł :)




Dane techniczne:

Wzór: Mistyaire
Druty: 3,5 mm i 3.0 mm

Najlepszy z tego wszystkiego jest fakt, że zużyłam TYLKO 2 MOTKI!!!! Albo to są jakieś czary albo schudłam ;)

I na koniec piękny ażurek!


Agata, jeszcze raz wielkie dzięki za możliwość testowania sweterka!

10 września 2015

Codzienny ♥

Jeszcze w sierpniu zgłosiłam się do testu tego pięknego szala. Zazwyczaj nie zgłaszam się do testów, bo mam bardzo mało czasu na dzierganie i zawsze się boję, że nie dotrzymam terminu... ale tym razem deadline był odległy a po drodze wakacje :)


Był to jeden z najprzyjemniejszych urlopowych udziergów, jaki pamiętam. Duże połacie oczek prawych i lewych alez małym urozmaiceniem pomagają się zrelaksować i odpocząć od bardziej zaawansowanych prac dziewiarskich.




Włóczka to cudowna Mechita od Malabrigo, ta sama z której robiłam ostatnio pokazywaną czapkę. Pogoda we Wrocławiu jest w kratkę, więc już mogę go nosić i bardzo chętnie to robię. Jestem bardzo zadowolona zarówno z samego szala jak i wełny. To singiel, więc spodziewałam się mechacenia ale nic takiego nie widzę. Jedynie końce szala delikatnie się zmechaciły ale miały do tego absolutne prawo, bo szal ostatnio tylko zarzucam i te końce tak sobie majtają na wszystkie strony :) 

Poniżej parę zdjęć na ludziu, żeby pokazać i ciekawy kształt i długość szala. A jest ogromny, ma prawie trzy metry! Zdjęcia nie są zbyt piękne, za późno się zebraliśmy i już się robiło ciemno na dworze.


O tak właśnie sobie majtam tymi końcami :)




Dane techniczne:

Wzór: Everyday, test dla Żeni (SweaterFreak na Ravelry)
Włóczka: Malabrigo Mechita w kolorze Plomo, 2 motki
Druty: 4,5 mm (przez przypadek - myślałam, że biorę ze sobą 4.0 mm i takie polecam)

Wzór absolutnie polecam! I to nie tylko dlatego, że go testowałam :)) Naprawdę uważam, że jest warty uwagi. Na koniec mam dla Was głupkowate zdjęcie pod tytułem "No zrób żesz w końu jakąś normalną minę!", z dedykacją dla męża :*



 A Wy już planujecie/dziergacie swoje jesienne komplety?

08 września 2015

Florence & Bruised Ego - najpiękniejsza z par!

Co może powstać w wyniku współpracy Niebieskiego Szopa z PolkaKnits?
Sweter idealny! ♥


Jakiś czas temu poprosiłam Paulę o zaprojektowanie wzoru swetra, który podkreśli wszystkie atuty włóczek Lilou. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Delikatny, kuszący, kobiecy w swojej prostocie - no ideał!
Paula wybrała na swój sweter Lilou Merino Fingering w kolorze Bruised Ego, cudne połączenie wrzosów, śliwki i szarości. Muszę przyznać, że przy okazji ostatniej dostawy zamówiłam kilka kolorów specjalnie by pasowały do Florence - te nowości to Amethyst, Pomegranate i Coquette.
Wzór Pauli możecie kupić na Ravelry, koniecznie zajrzyjcie też na jej bloga!

Ogromne podziękowania dla Pauli za pomysł, pracę i cudne zdjęcia ! :***
Jak Wam się podoba?