28 października 2014

Zimowa górka zapasów

Dzisiaj będę się chwalić :)

Uzbierało się :) Poniżej moja górka zapasów na zimę. Jak wiadomo, włóczek nigdy nie za wiele, więc moje ciekawskie oczy uciekają gdzieś, zainteresowane coraz to nowymi włóczkami na stronach sklepowych... ale nie można mieć wszystkiego, szczególnie, że mam już całkiem sporo...



Przerabianie tej sterty będzie mnie zajmować przez jakiś czas :) Przy okazji chciałam podzielić się swoim najnowszym odkryciem - włóczką Cascade Venezia (70% wełna 30% jedwab). Cudownie miła w dotyku, fajny splot, próbka wygląda nieziemsko. Nie mogę się doczekać, aż wrzucę ją na druty.



Przewinęłam też włóczkę z ostatniej farbowanki. To 100% wełna norweska, którą dostałam kiedyś w prezencie. Jaśniejsze motki uzyskałam przypadkiem - wrzuciłam wełnę do wody z barwnikami (turkus, niebieski, granat), która została mi po innym farbowaniu. Wyszło całkiem nieźle. Ciemnogranatową farbowałam w drugim rzucie. Bazą dla niej była taka sama wełna, ale w ciemnobeżowym kolorze, dlatego potrzebowała ciemniejszego barwnika :) Szukam jakiegoś fajnego wzoru na chustę, który pomoże mi połączyć te dwa kolory.



A tu wszystkie ładnie popakowane, czekają na swoją kolej



A Wy zrobiłyście już zakupy na zimę? 

26 października 2014

Urodzinowa rozdawajka!

Siedemnaście ;) lat temu, o 14:25 CET pewna kobieta zdecydowała się wydać na świat fantastyczne, fenomenalne a przy tym bardzo skromne stworzenie... - mnie. Z tej też okazji, bez zbędnego przedłużania i przydługich opisów tego pamiętnego i, jakże ważnego dla świata dnia, proponuję Wam urodzinową rozdawajkę.


Do zgarnięcia cudownej urody, składu i koloru włóczka Silky Merino Lace od Marty z Zagrody.





800 metrów czystego piękna, 75% merino, 25% jedwab. Do miziania i przerabiania :)


Żeby wziąć udział w losowaniu trzeba zostawić komentarz. Innych zasad brak.



25 października 2014

Lighthouse Keeper

Latarnik. W zamierzeniu wydziergany w rozmiarze 'roczny bobas' w praktyce zobaczymy - nie mam jak tego sprawdzić przed wręczeniem prezentu, bo nie mam pod ręką rocznego bobasa... :) Mam wrażenie, że kaptur wyszedł za duży, ale tego też nie mam jak zweryfikować...





Wzór jest przeznaczony na grubą włóczkę (bulky), więc swetra bardzo szybko przybywało. Jak zwykle kupiłam wzór trochę na żywioł, nie patrząc na techniki jakie trzeba znać, żeby go wykonać... Dlatego też trochę się zdziwiłam, jak usiadłam do dziergania :) 

Pierwszy raz robiłam sweter reglanem od dołu, z już gotowymi rękawami doczepianymi w trakcie pracy i oczkami pod pachami zakańczanymi metodą kitchener stitch. Poradziłam sobie bez problemu, ale gdybym robiła taki sweter dla siebie, to pewnie dostałabym zawału. Pod pachami pozostały dziurki, które po prostu zaszyłam ściegiem udającym oczka, więc nawet nie widać, że cośtam się źle zadziało. 



Dane techniczne:

Wzór: Lighthouse Keeper, autorka Andrea Sanchez
Druty: KP 6.0 mm
Włóczka: Zitron Merino Lifestyle, farbowane przez Justynę
Zużycie: ponad 2,5 motka, nitka trzymana podwójnie





Zobaczymy, czy maluch będzie zadowolony :)

19 października 2014

Buraczkowy komin "Fisherman's wife"

To już ostatni wpis związany z tym wzorem, obiecuję! :) Na dłuuugi czas porzucam go dla innych wyzwań dziewiarskich.

Komin powstał z zapasów włóczkowych niewiadomego pochodzenia w kolorze energetycznego buraczka, którego nijak nie potrafiłam uchwycić na zdjęciu. Dziergałam go w drodze do i z Holandii, więc to prawdziwy światowiec. Niedługo znów wybierze się w podróż, tym razem ostatnią już, no chyba że nowa właścicielka zamierza go wozić po świecie ;)




Zdjęcia o jakości z tak zwanej dupy. Nie wiem co się stało, zazwyczaj to mój aparat załatwia za mnie wszystko i jakoś tak wychodzi ładnie ale tym razem nie pykło. 

Nalatałam się za to za guzikami. Dosłownie biegłam do pasmanterii i z powrotem. Jakoś tak optymistycznie podeszłam do kwestii czasu i przestrzeni i wrzuciłam do parkomatu tyle, ile zwykle trwa mój kurs hiszpańskiego plus piętnaście minut. Nie przeszło mi jakoś przez myśl, że skoro chcę iść do guzikowego, to potrzebuję trochę więcej czasu. Może zamiast hiszpańskiego powinnam się douczyć z matmy ;) 

W każdym razie przybiegłam, wybrałam, wybiegłam :) Guziczki poniżej. Nie patrzcie na kolor komina z tego zdjęcia, bo to jakiś koszmar.


Dane techniczne

Wzór: mój własny Fisherman's cowl
Włóczka: cholera wie ale robiłam podwójnie
Druty: KP 7.00 mm
6 guziolców w kwiatowe ornamenty

17 października 2014

Już jest! ;)

Mój Fisherman's cowl jest już dostępny na Ravelry. Kliknij TUTAJ aby przejść do strony ze wzorem.



 



Przy okazji chciałam nadmienić, że ten wzór nie powstałby bez pomocy
 dwóch doświadczonych dziewiarek - Rebekki oraz Wioli 
którym bardzo ale to bardzo dziękuję za pomoc w testowaniu tego wzoru 
i  za cenne wskazówki :) Jesteście super!


15 października 2014

O tym jak druty wymienne Knit Pro uratowały mi prezent :)

Dziergam w tempie ekspresowym sweterek niemowlęcy na prezent. Zapowiadałam go niedawno w tym poście. To uroczy i niebanalny projekt, jeden z niewielu sweterków dziecięcych, który naprawdę mi się bardzo spodobał.

Zostało mi mało czasu, żeby ten prezent wykonać, więc wzięłam się do roboty poważnie. Zrobiłam prawdziwą, legalną próbkę (no dobra, przyznaję, że jej nie wyprałam...) i machnęłam dwie tabelki w excelu (jedną przeliczającą mi ilość oczek ze wzoru na centymetry i drugą przeliczającą te centymetry na moją, właściwą próbkę). Jako że dziecię nie jest moje i sprawdzić namacalnie, czy sweterek się zgadza i pasuje nie mam jak, wszystko musiało być profeska dobrze przeliczone, tak żeby zachować rozmiar, który gdzieś tam mądra głowa do wzoru poobliczała. 

Nie zrobiłam niestety tylko jednego. Nie przeczytałam wzoru i nie sprawdziłam, czy mam cały potrzebny sprzęt. Kiedy dotarłam do momentu, w którym miałam nabrać na rękaw 19 oczek, połączyć i przerabiać na krągło zrobiłam oooooooooo.... i otworzyłam zdziwiona oczy :)

Nie mam drutów skarpetkowych. Ani jednej pary :) Z pomocą przyszły mi moje wymienne KP...



Nie robi się zbyt wygodnie ale jak na razie działa :) Sweter robię na szóstkach, wzięłam więc dwie wymienne szóstki i dwa druty 5,5 mm. Może niedługo dojdę do momentu, w którym będę mogła przerabiać na żyłce. Oczek przybywa, niedługo przestaną się mieścić na tych trzech króciutkich drutach.



Posyłam w świat, jako patent dla zdesperowanych nieposiadaczy skarpetkowych drutów ;)))

12 października 2014

Fisherman's cowl - prapremiera ;)

Zapowiadane setki lat temu zdjęcia na ludziu i debiut mojego męża w modelingu :)

Zapraszam na stronę projektu! Fisherman's cowl będzie dostępny już w następną sobotę, 18 października! 5 motków Drops Andes w dłoń i do dzieła!

Poniżej mój przystojny małżonek prezentuje niezliczoną ilość sposobów noszenia tego ciekawego udziergu :)













Przy zakupie między 18 a 26 października komin dostępny w promocyjnej cenie €2.50!


11 października 2014

Holandzko/belgijski post (z zerowym kontentem dziewiarskim)

Mała fotorelacja z naszej podróży do/po Holandii i Belgii...

Oryginalny plan był taki, żeby wybrać się do mojej przyjaciółki, do Bergen op Zoom i po prostu posiedzieć, pospacerować, pozwiedzać coś lokalnie i może ze dwa razy pojechać i obejrzeć coś dalej... Lokalizacja Bergen jest idealna do zwiedzania- wszędzie było blisko: do Rotterdamu, Hagi, Amsterdamu, Vlissingen, Brukseli, Brugii, Gandawy. No wszędzie! Nie dalej jak dwie godziny drogi. Skończyło się na tym, że jeździliśmy jak opętani bo chcieliśmy zobaczyć WSZYSTKO, no ale udało się zwiedzić tylko połowę z zaplanowanych miejsc - w końcu czas nie balon, z gumy nie jest, spać też kiedyś trzeba :)

Bergen:









Katedra w Antwerpii (byliśmy tam wieczorem, więc reszta zdjęć nie wyszła zbyt dobrze...)





I Brugia - cudne miasto, warto się tam wybrać!

Brugię można pokochać za wspaniałą architekturę, urocze zaułki, kamieniczki... ACH!












Za łakocie, które wprost narzucają się człowiekowi i nie dają spokoju... (GOFERY!!!!)








I za szacunek do napoju bogów :)))



Większe jest moje! HA!




Prosto z Brugii pojechaliśmy do Gandawy. Pokochałam to miasto za najlepszą tajską restaurację, w jakiej byłam i na pewno tam jeszcze wrócę!!














I na koniec jeszcze Bruksela, która ze wszystkich tych miast najmniej przypadła nam do gustu. Poza paroma miłymi miejscami była brudna, głośna i chaotyczna. Mnóstwo bezdomnych, żebraków i podejrzanych panów w dresach. Uciekliśmy stamtąd po trzech godzinach.












Ufff.. To wszystko :) Ilość zdjęć ogromna... gratuluję tym, co wytrwali do końca :)