27 lipca 2014

Bambus w retrokolorze

Bardzo, bardzo chciałam skorzystać z Makunkowego przepisu na bambusa, ale mondialowe kolory jakoś do mnie nie przemawiały. Do czasu, kiedy spotkałam Magdę w chyba najbardziej energetycznej mieszance kolorów. Jak tylko zobaczyłam, to musiałam zgapić! 



No i zgapiłam ;)





A tak wygląda z bliska:



Modyfikacji było niewiele. Zrezygnowałam z asymetrycznego boku i zrobiłam węższy rękaw. Miał być też nieco krótszy, ale jak widać nie wyszło, więc jest taki ni w dupę ni w oko. 

Pozdrawiam, 
Zgapiara :)

09 lipca 2014

Apel do koralikujących - pomocy!


Drogie dziewczęta obeznane w koralikach... Potrzebuję nabyć koraliki wyglądające o tak:


Zdjęcie autorstwa Fisherwoman


Albo cokolwiek, co da efekt zbliżony do tego:


Zdjęcie autorstwa Fisherwoman

Przeszukałam parę znanych mi sklepów koralikowych, ale nie zauważyłam nic w tym stylu. Może któraś z Was kojarzy coś podobnego? :)

Będę wdzięczna za pomoc :)

08 lipca 2014

Recenzja włóczki - Filcolana Indiecita 100% Aplaca Fleece

   Ostatnio poczyniłam dwa udziergi z alpaki, ale sążne upały odstraszają mnie przed ubieraniem tego na siebie nawet na pięć minut, więc zdjęć jak na razie nie będzie... Po pracy w domku chłodzę się zimnym piwem, grilluję na tarasie i rozkoszuję się pogodą, bo uwielbiam lato jak nic innego na świecie (no może poza mężem!;)).

   Wiele z Was narzeka, że upały i burze, że duszno i nie da się wytrzymać... A ja takie lato kocham całym sercem i czekam na te trzydziestostopniowe temperatury cały rok - jesienią, zimą, wiosną marząc o płonącym lipcowym słońcu. Uwielbiam słońce, ciepełko, świeże owoce i warzywa, noszenie sandałków albo łażenie boso, przewiewne tkaniny i smak pierwszego łyka zimnego piwa po całym dniu spędzonym w robocie. Najchętniej od czerwca do września w ogóle nie chodziłabym do pracy, tak by na 100% wykorzystać cały ten szał, jaki daje mi lato.... Świat niestety idealny nie jest i czasami zamiast wychodzić na nocne letnie spacery dogorywam cichutko w domu po całym dniu spędzonym w kołchozie. Taki czas, kiedy po ośmiu godzinach pracy jestem zdolna do czerpania garściami z reszty dnia, zdarza się bardzo rzadko - ale w lecie nieporównywalnie częściej. 


Szczęśliwe nóżki


   Dlatego też nie za bardzo mam ochotę brać włóczkę do ręki, mimo że nowych projektów zaplanowanych mam całe mnóstwo. Czerwiec i lipiec to zawsze czas, kiedy następuje u mnie przestój w robótkowaniu. Z drutami przepraszam się w sierpniu i zazwyczaj zbiega się to z wysypem miliarda cudownych projektów na Ravelry i moją paniką, że nie zdążę zrobić tych wszystkich cudów przed jesienią. I racja - nigdy jeszcze mi się to nie udało. 

   Postanowiłam więc, że zamiast zdjęć moich dziergadeł (udanych bądź nie, ocenicie jak przyjdą chłody :)) popełnię dziś dawno planowany post, czyli recenzję włóczki, która ostatnio przysporzyła mi bardzo zróżnicowanych... jakkolwiek to zabrzmi... hmm... doznań. 





   Filcolana Indiecita - 100% alpaka

   Włóczkę kupiłam w Magic Loop. Nie miałam nigdy okazji zmacać jej na żywo, więc nie byłam pewna czego się spodziewać. Na szczęście nie rozczarowałam się. Pierwsze wrażenia są fantastyczne, włóczka w motku jest mięciutka i idealna do miziania. Włosek w kolorze ciemnoszarym jest bardzo widoczny, natomiast w pudrowym różu już dużo mniej. Może wynika to z faktu, że w popiel wplecione są małe niteczki nieco jaśniejszego koloru. Całość sprawia bardzo pozytywne wrażenie.

   W robocie jest niesamowita. Nitka niemal płynie przez palce, nic się nie rozdwaja, sweter przybywał mi w niespotykanym dotąd tempie (winę za opóźnienia ponoszą jak zwykle rękawy). Jakość tej wełny jest fantastyczna, nie znalazłam nic, do czego mogłabym się przyczepić. Nawet nie gubi za bardzo włosków, co dla mnie jest baaardzo dużym plusem. W tej kategorii ma u mnie 10/10. 

   Gotowy sweter prezentuje się bardzo dobrze. Wełna nie straciła kształtu po praniu i nie wyciągnęła się, zblokowała się rewelacyjnie.




   Czekacie na ale? Jest i ale. Może to dla większości z Was nie jest odkrycie roku (bo to przecież alpaka) ale... ta wełna przy noszeniu kurewsko gryzie. Z góry przepraszam bardziej wrażliwe czytelniczki za to 'kurewsko' ale w moim odczuciu Indiecita przekroczyła dawno skalę 'znacznie' czy też 'bardzo', a nawet 'strasznie'. Ona po prostu gryzie na poziomie, którego nie potrafię opisać nie używając przekleństw.

   Zazwyczaj włóczki przyrównuję do estońskiej wełny Aade Long - jest ona dla mnie dobrym odniesieniem w rozważaniach na temat ewentualnego gryzienia włóczki. W skali gryzienia zdobywa u mnie 5/10, nie jest przyjemna, podgryza i nie nadaje się na wyroby dla delikatnej skóry ale przynajmniej da się ją nosić. Filcolana Indiecita osiągnęła u mnie 10/10. 

   Robiłam już z różnych alpak i nie mam pojęcia dlaczego akurat ta tak bardzo mną wstrząsnęła. Może to wina tej popielatej włóczki i ewidentnie bardziej zauważalnego włoska niż w różowych motkach. Tak, jestem z tych delikatnych i nie lubię jak coś mnie 'podgryza', natomiast podgryzanie jestem w stanie znieść ze stoickim spokojem... ale jest ogromna szansa, że sweter, który popełniłam z Filcolany Indiecity założę tylko do zdjęcia. Co się z nim stanie... Nie wiem. 

   Generalnie Indiecita jest fantastyczną włóczką, chętnie sięgnęłabym po nią po raz kolejny ze względu na niesamowitą estetykę gotowego wyrobu jak i przyjemność podczas dziergania. Nie chcę robić antyreklamy, naprawdę uważam że ta wełna zasługuje na uwagę i sprawdzenie, czy Wam pasuje czy nie.