19 stycznia 2014

Subiektywnie o prezentach - co kupić mężczyźnie?

Walentynki to dla mnie święto miłości z beznadziejnymi komediami romantycznymi w tv, miliardem par snujących się po knajpach i brakiem wolnych miejsc na seanse w kinach. W lutowych wydaniach magazynów można przeczytać, że np. najlepszym prezentem dla niego będzie dobranie bielizny (swojej) odpowiednio do charakteru (jego) - autentyk sprzed kilku lat! Staram się wypierać takie rzeczy z umysłu.

Walentynki to jednak dobra okazja, żeby obdarować swojego mężczyznę prezentem. A że ja prezenty uwielbiam dawać (i dostawać też) :) niezależnie od okazji jak również z braku okazji, to 14 lutego również wykorzystam, żeby zrobić sobie i jemu tę przyjemność. 

Buszowałam w necie w poszukiwaniu inspiracji (jak ludzie kupowali prezenty przed erą internetu?!) na prezent dla swojego męża. Wpadło mi do głowy tyle pomysłów, że postanowiłam przygotować parę propozycji wartych Waszej uwagi, bo jakkolwiek dawanie prezentów jest odjazdowe, tak czasami po prostu weny brak... Mam nadzieję, że się przyda! Zatem do dzieła...

W kategorii do 50 zł mocni kandydaci u mnie to:


1. Każdy mężczyzna, a szczególnie nasz własny, powinien znać podstawy dobrego stroju. Tego od kilku lat uczy u siebie na blogu Mr Vintage - znana i rozpoznawana już postać, komentator i krytyk polskiej mody męskiej. Poradnik traktuje o tym jak się nie należy ubierać, jak odpowiednio ubrać się na różne okazje, zawiera tez masę dobrych życiowych porad na temat dodatków. Rzeczowo o modzie męskiej będzie rewelacyjnym prezentem dla każdego mężczyzny, który uważa,że modny i zadbany wygląd do istotna sprawa. Empik, 37 zł

2. Wilk z Wall Street - autobiograficzna książka Jasona Belforta, na podstawie której nakręcono kinowy hit ostatnich tygodni. Jak zwykle w takich przypadkach bywa - najpierw była książka, później film. Dla fana ostatniej produkcji wielkiego Scorsese jak znalazł. Kinomani na film na DVD będą musieli jeszcze trochę poczekać. Matras, 30 zł

3. George'a Martina przedstawiać nie trzeba. Autor głośnej Gry o tron- głośnej za sprawą HBO, bo przed nakręceniem serialu książką interesowały się tylko takie geeki jak ja. Rycerz siedmiu królestw to trzy opowiadania osadzone w tym samym świecie co GOT. Jeśli Twój mężczyzna lubi Martina, to ta książka będzie strzałem w 10. Jest szansa że jeszcze nie wie o jej istnieniu - premiera 30 stycznia! Matras, 26 zł

4. Przy kupowaniu prezentów nie zawsze warto gonić za nowościami. Czasami można się natknąć na perełki wydane jakiś czas temu, o których z różnych przyczyn nie było głośno. Tak jest z nową płytą Hugh Lauriego, która trafiła na nasz rynek w maju. Moim zdaniem jest jeszcze lepsza od poprzedniej. "Didn't it rain" - Empik, 59 zł

5. Rekiny biznesu to rewelacyjna gra karciana, która chyba nigdy się nie nudzi :) Można w nią grać już od dwóch osób i na różnych poziomach zaangażowania i zaawansowania. Jeśli lubicie spędzać czas grając w planszówki i inne gry towarzyskie, to warto zaopatrzyć się również w tę. Śmiało mogę powiedzieć, że to najlepsze gra w jaką do tej pory grałam. Do gry jest również dostępny dodatek: Szare Eminencje. Gra podstawowa - Terazgry.pl, 33 zł

6. Nowej płyty Arcade Fire - Reflektor - nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeśli jednak Twój facet nie ma jej jeszcze na półce, to już najwyższy czas! Empik, 44 zł

7. Sugar Man. Jeden z najlepszych filmów jakie kiedykolwiek widziałam. Fantastyczny dokument, fantastyczna muzyka, fantastyczna postać Rodrigueza. Ten film warto mieć na DVD. Matras, 35 zł. Płyta Rodrigueza (Coming from reality) w wielu miejscach jest już wyprzedana choć można ją jeszcze znaleźć w paru sklepach internetowych, np. Music Corner, 64 zł. Równie dobrym prezentem będzie też ścieżka dźwiękowa z filmu - Merlin, 45 zł

8. Rodzina Waglewskich zna się na muzyce. Każdemu kto słuchał i polubił ich poprzednią płytę (Męska muzyka) spodoba się również i ta. Wbrew temu co mówią - nie tylko dla mężczyzn :) Matka, Syn, Bóg - Empik, 38 zł



  

12 stycznia 2014

Różowa mgła - o chuście Haruni raz jeszcze...

Przez ostatni rok zrobiłam bardzo dużo chust, z których większość w zamierzeniu miała być dla mnie... Nigdy jednak nic z tego nie wyszło. Zazwyczaj po zrobieniu i zblokowaniu zmieniałam zdanie albo coś było nie tak i chusta idealna dla mnie przestawała być idealna i przestawała być dla mnie... Część z tych udziergów powędrowała do moich znajomych w formie prezentów, część została w rodzinie, część sprzedałam i tym samym zasiliłam budżet na nowe włóczki :) I tak było do 3 stycznia bo wtedy z kłębka cudownej włóczki Lace Merino od Marty z Zagrody powstała moja różowa mgiełka.

Chusta stworzona została z myślą o wiośnie, której wypatruję i czekam niecierpliwie.







Wzór: Haruni zmodyfikowana według wskazówek Nevernear i Knittimo
Druty: 4.5 mm
Koraliki: 20 g TOHO 8 ceylon grape mist





Przerabianie ostatnich rzędów było prawdziwą męką, nie mam pojęcia ile tam było oczek ale przerobienie jednego rzędu zajmowało mi ok 45 minut. Sprawy nie ułatwiały koraliki, które nabierałam szydełkiem 0.5 mm. Muszę sobie kupić nieco większe, bo ta miniaturka nieco utrudnia zadanie - często rozdwaja mi się nitka przy łapaniu koralików (wg mnie .05 mm to za mały haczyk na podwójnie skręcaną włóczkę).





Zobaczymy czy na wiosnę nadal będzie moją idealną...

09 stycznia 2014

Moje miejsce do dziergania

Dołączam do pimposhkowej akcji. Postanowiłam pokazać swój kącik do dziergania zanim przestanie być moim kącikiem. 

Jestem w podobnej sytuacji co Pimposhka. Niedługo sprzedajemy naszą klitkę i przenosimy się dalej, do miejsca większego o 30 metrów i całe 19 lat kredytu ;). Żegnam się więc niedługo z kącikiem który okupowałam od półtora roku. Pimposhka miała dobry pomysł, dzięki temu będę mieć przynajmniej zdjęcie na pamiątkę!



Kącik niewielki bo i mieszkanie niewielkie. Fotel kupiliśmy miesiąc czy dwa po wprowadzeniu się i to w dodatku na kredyt :) razem z resztą mebli. Drogi był ten fotel cholernie, dwa razy droższy od innych w sklepie ale ja się uparłam więc mam.  Lampa z żarówką dużej mocy pozwala moim oczom nie oszaleć od dziergania wieczorami. Za fotelem trzymam moją Stefanię. Ma na sobie mój ostatni udzierg, zdjęcia pojawią się na blogu w weekend.

Obok fotela stoi koszyk z włóczką. Nie dajcie się zwieść pozornemu porządkowi. Pod koszykiem i za fotelem mam sto tysięcy kartonów z włóczkami. Mogłabym je rozpakować i gdzieś poupychać ale po co wyciągać z kartonu rzeczy które zaraz trzeba będzie pakować z powrotem? Więc leżą tak już od trzech miesięcy. 




Na komodzie książki oczekujące na przeczytanie. Strasznie zaniedbałam ostatnie czytanie na rzecz dziergania. Jestem winna książkom ogromne przeprosiny... 


08 stycznia 2014

Leśna nimfa...

...czyli naszyjnik piękniejszy niż wszystkie. 

Jestem absolutnie zachwycona kolorami, formą, zdjęciami... Prawdziwe cudo!

 Naszyjnik powstał w ramach akcji Biżuteryjki dla WOŚP i jest dostępny na aukcji pod tym linkiem. Cena już dawno stała się dla mnie zaporowa i nie mogę sobie na to cudo pozwolić, ale może los się uśmiechnie i wygram w totolotka przed końcem licytacji? :) 




Nie miałam nic wspólnego z procesem tworzenia tego naszyjnika, natomiast jak tylko go zobaczyłam pomyślałam, że podzielę się z Wami tym cudem żebyście też mogły do niego wzdychać :) Tworzyło go 30 utalentowanych osób a zszywała Elena, na której bloga często i chętnie zaglądam. O historii naszyjnika Elena pisze tu

Kolia jest tylko jednym z wielu przedmiotów wystawianych przez Biżuteryjki dla WOŚP. Wszystkie wykonane przedmioty można obejrzeć na ich stronie. Jestem pod wrażeniem profesjonalnej organizacji (rewelacyjna strona, oprawa graficzna, zdjęcia) całego przedsięwzięcia - to wszystko razem pokazuje, że fantastyczne babeczki zebrane razem są w stanie poruszyć góry!




Zdjęcia zapożyczone ze strony Biżuteryjki dla WOŚP

06 stycznia 2014

Hipsterski sweter w trójkąty i porządki

Dziś miałam wielki dzień porządków i odkurzyłam swoje konto na Ravelry. Efektem jest kolejka odchudzona o sto (!!!) projektów i mniej-więcej jasny plan co dalej :) Wpadłam też na genialny sweter w kolorowe trójkąty.

Wzór Happy Triangles autorstwa Kiyomi Burgin.


Oczywiście MUSZĘ go mieć. 
Minął jeden dzień, ale już zdążyłam zmienić moje dziewiarskie plany :) Chciałam nabrać na druty Harvest, o którym pisałam wczoraj, ale zaczęłam komin o ten. Choć patrząc na pogodę we Wrocławiu zastanawiam się, czy w ogóle go tej zimy użyję ;)

05 stycznia 2014

Plany

Nigdy nie zrobiłam listy postanowień noworocznych. Może to dlatego, że bardzo często zmieniam plany i te poczynione dwa lub trzy miesiące wcześniej zazwyczaj nie są już aktualne ani pożądane... Efekt byłby taki, że ogromna część postanowień z listy nigdy nie doszłaby do skutku a lista pozostałaby jako wielki wyrzut sumienia i świadectwo horrendalnej niekonsekwencji autorki.

Jeśli chodzi o moje plany dziewiarskie sprawa wygląda tak samo. Kilka miesięcy temu zamieściłam post 5 top projektów, które skończę do grudnia 2013. Post został usunięty (bo pasował do późniejszych moich udziergów jak dupa do krzaka), projekt skończyłam jeden, ale to co z zamierzeniu miało być swetrem dla mnie, w efekcie powstało jako sweter dla męża.Odwidziało mi się już po kupieniu włóczki...

Postanowiłam jednak spróbować jeszcze raz i zrobić listę na 2014 rok, może się uda....

1. Emmanuelle Sweater - w 100% mój styl. Znalazłam go zupełnie niedawno ale od razu powędrował na sam początek kolejki. Pytanie do Was - czy znacie może włóczkę która nadawałaby się do tego swetra i miałaby podobną gamę kolorów? Mi przychodzi na myśl jedynie Baby Merino Dropsa, ale ten sweter chciałabym zrobić z czegoś lepszego jakościowo.



2. Harvest - długo czekałam na jego publikację. Polubiliśmy się od razu. Mam już przygotowaną włóczkę i niedługo zaczynam przygodę z tym wzorem. Podejrzewam, że praca będzie szła dość mozolnie - wzór jest rozpisany na włóczkę grubości worsted, ja planuję go zrobić z Malabrigo Sock. 



3. Bryter - proste formy są najlepsze. Wzór Justyny jest rewelacyjny. Najprawdopodobniej pójdę w ślady Pimposhki i wydziergam coś szarego bo proste formy + proste kolory dają zazwyczaj najlepsze rezultaty.



To tyle. Pierwotnie na liście miały być jeszcze 4 inne projekty, ale doszłam do wniosku, że jeśli uda mi się wydziergać chociaż te trzy i nie zmienić zdania, to już będzie sukces :)