08 lipca 2014

Recenzja włóczki - Filcolana Indiecita 100% Aplaca Fleece

   Ostatnio poczyniłam dwa udziergi z alpaki, ale sążne upały odstraszają mnie przed ubieraniem tego na siebie nawet na pięć minut, więc zdjęć jak na razie nie będzie... Po pracy w domku chłodzę się zimnym piwem, grilluję na tarasie i rozkoszuję się pogodą, bo uwielbiam lato jak nic innego na świecie (no może poza mężem!;)).

   Wiele z Was narzeka, że upały i burze, że duszno i nie da się wytrzymać... A ja takie lato kocham całym sercem i czekam na te trzydziestostopniowe temperatury cały rok - jesienią, zimą, wiosną marząc o płonącym lipcowym słońcu. Uwielbiam słońce, ciepełko, świeże owoce i warzywa, noszenie sandałków albo łażenie boso, przewiewne tkaniny i smak pierwszego łyka zimnego piwa po całym dniu spędzonym w robocie. Najchętniej od czerwca do września w ogóle nie chodziłabym do pracy, tak by na 100% wykorzystać cały ten szał, jaki daje mi lato.... Świat niestety idealny nie jest i czasami zamiast wychodzić na nocne letnie spacery dogorywam cichutko w domu po całym dniu spędzonym w kołchozie. Taki czas, kiedy po ośmiu godzinach pracy jestem zdolna do czerpania garściami z reszty dnia, zdarza się bardzo rzadko - ale w lecie nieporównywalnie częściej. 


Szczęśliwe nóżki


   Dlatego też nie za bardzo mam ochotę brać włóczkę do ręki, mimo że nowych projektów zaplanowanych mam całe mnóstwo. Czerwiec i lipiec to zawsze czas, kiedy następuje u mnie przestój w robótkowaniu. Z drutami przepraszam się w sierpniu i zazwyczaj zbiega się to z wysypem miliarda cudownych projektów na Ravelry i moją paniką, że nie zdążę zrobić tych wszystkich cudów przed jesienią. I racja - nigdy jeszcze mi się to nie udało. 

   Postanowiłam więc, że zamiast zdjęć moich dziergadeł (udanych bądź nie, ocenicie jak przyjdą chłody :)) popełnię dziś dawno planowany post, czyli recenzję włóczki, która ostatnio przysporzyła mi bardzo zróżnicowanych... jakkolwiek to zabrzmi... hmm... doznań. 





   Filcolana Indiecita - 100% alpaka

   Włóczkę kupiłam w Magic Loop. Nie miałam nigdy okazji zmacać jej na żywo, więc nie byłam pewna czego się spodziewać. Na szczęście nie rozczarowałam się. Pierwsze wrażenia są fantastyczne, włóczka w motku jest mięciutka i idealna do miziania. Włosek w kolorze ciemnoszarym jest bardzo widoczny, natomiast w pudrowym różu już dużo mniej. Może wynika to z faktu, że w popiel wplecione są małe niteczki nieco jaśniejszego koloru. Całość sprawia bardzo pozytywne wrażenie.

   W robocie jest niesamowita. Nitka niemal płynie przez palce, nic się nie rozdwaja, sweter przybywał mi w niespotykanym dotąd tempie (winę za opóźnienia ponoszą jak zwykle rękawy). Jakość tej wełny jest fantastyczna, nie znalazłam nic, do czego mogłabym się przyczepić. Nawet nie gubi za bardzo włosków, co dla mnie jest baaardzo dużym plusem. W tej kategorii ma u mnie 10/10. 

   Gotowy sweter prezentuje się bardzo dobrze. Wełna nie straciła kształtu po praniu i nie wyciągnęła się, zblokowała się rewelacyjnie.




   Czekacie na ale? Jest i ale. Może to dla większości z Was nie jest odkrycie roku (bo to przecież alpaka) ale... ta wełna przy noszeniu kurewsko gryzie. Z góry przepraszam bardziej wrażliwe czytelniczki za to 'kurewsko' ale w moim odczuciu Indiecita przekroczyła dawno skalę 'znacznie' czy też 'bardzo', a nawet 'strasznie'. Ona po prostu gryzie na poziomie, którego nie potrafię opisać nie używając przekleństw.

   Zazwyczaj włóczki przyrównuję do estońskiej wełny Aade Long - jest ona dla mnie dobrym odniesieniem w rozważaniach na temat ewentualnego gryzienia włóczki. W skali gryzienia zdobywa u mnie 5/10, nie jest przyjemna, podgryza i nie nadaje się na wyroby dla delikatnej skóry ale przynajmniej da się ją nosić. Filcolana Indiecita osiągnęła u mnie 10/10. 

   Robiłam już z różnych alpak i nie mam pojęcia dlaczego akurat ta tak bardzo mną wstrząsnęła. Może to wina tej popielatej włóczki i ewidentnie bardziej zauważalnego włoska niż w różowych motkach. Tak, jestem z tych delikatnych i nie lubię jak coś mnie 'podgryza', natomiast podgryzanie jestem w stanie znieść ze stoickim spokojem... ale jest ogromna szansa, że sweter, który popełniłam z Filcolany Indiecity założę tylko do zdjęcia. Co się z nim stanie... Nie wiem. 

   Generalnie Indiecita jest fantastyczną włóczką, chętnie sięgnęłabym po nią po raz kolejny ze względu na niesamowitą estetykę gotowego wyrobu jak i przyjemność podczas dziergania. Nie chcę robić antyreklamy, naprawdę uważam że ta wełna zasługuje na uwagę i sprawdzenie, czy Wam pasuje czy nie. 



14 komentarzy:

  1. Dzięki za opinię. Zastanawiałam się właśnie nad tą włóczką, no i ... będę zastanawiać się nadal. Na razie :)
    Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemne kolory, ciekawa jestem całości bo już we Wrocławiu się zapowiadało ciekawie. Ile motków zużyłaś na cały sweterek? Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęcia jeszcze trochę trzeba będzie poczekać :) Muszę się odobrazić na tę gryzącą maszkarę... Motków poszło łącznie 5 - 3,5 szarego i 1,5 różowego.

      Usuń
  3. Mam tę włóczkę w pięknym czerwonym kolorze. Bardzo mnie ciekawi, jak ja odbiorę tę 'kąśliwość", bo w dotąd alpakowe gryzienie mi nie przeszkadzało...no, może troszkę...czasami. W motku się tego nie wyczuwa.
    Może zimą to nie będzie tak dokuczliwe? Bardzo fajne kolory wybrałaś. Podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to mnie zasmuciłaś.. jestem na etapie zafascynowania tą włóczką, z uwagi na przyjemną obróbkę i możliwości blokowania, ale zaczynam się bać podgryzania :( ale jak moje przedmówczynie, liczę na to, że zimą tego nie zauważę? ;D
    piękne zestawienie kolorystyczne, mam nadzieję, że się w niego choć na sesję zapakujesz i obfocisz, żeby nam pokazać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się na zapas. Myślę, że ten ciemnoszary jest jakiś ponadprzeciętnie gryzący i może tak niefortunnie po prostu trafiłam... Zostały mi trzy motki, nie wiem co ja z tym pocznę ;)

      Usuń
    2. Może udziergaj z reszty coś do sfilcowania: torebkę, etui na tablet/czytnik/laptop?...

      Usuń
    3. Przemyślałam sprawę i będzie dekoracyjna chusta. Szyję mam mniej wrażliwą niż cały tułów z kończynami ;)

      Usuń
  5. Tak sobie luźno myślę, że ważna jest też temperatura, gdy się mierzy alpakowe udziergi. Mam ulubioną chustę z Alpaki T25 ISPE (50 proc. alpaki), która umiarkowanie podgryza. Noszona w mroźną zimę jest bardzo fajna, ale zaraz po wejściu do ogrzewanego wnętrza muszę ją luzować, bo by mnie szlag trafił. Podobnie mam z czapką wełnianą - to co na zimnie jest fajne i tak sobie sympatycznie smyra, to we wnętrzu staje się nie do zniesienia. Może daj sweterkowi szansę w zimniejszej porze? Albo ciachnij i przerób go na kardigan, żeby móc od spodu zaizolować go dodatkową odzieżą? Swoją drogą, zrobiłam komin z Indiecity połączonej z Alpacą Silk Dropsa i pierwsze próby otulające były zachęcające (skończyłam w marcu, więc na razie doświadczenia są niedługie). Zobaczę jeszcze, jak będzie na dłuższą metę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że temperatura ma tu kluczowe znaczenie. Poczekam do zimy, może będę w stanie się w ten sweter wcisnąć i nie zadrapać się na śmierć ;)

      Usuń
  6. Pięknie razem wyglądają obydwa kolory :-) Na pewno piękny jest Twój sweterek... Dobrze, że napisałaś o tym gryzieniu, bo sama łakomym okiem patrzyłam na te cudne motki, ale jakoś nie skusiłam się na ich zakup. Jak widać dobrze zrobiłam :-)
    Wspaniały masz taras... mnie pozostaje w upały kisić się w moim mieszkaniu... nic przyjemnego...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu :) Ja się przez długi czas kisiłam w kawalerce bez balkonu, ten taras to dla mnie prawdziwe wybawienie. Chociaż w ciepłe dni i tak jest tam nie do wytrzymania bo wychodzi akurat na południe ;)

      Usuń
  7. Oj, sweterek będzie cudny - zestawienie kolorów rewelacja. Ja za upałami nie przepadam, zazdroszczę Ci szczerze mówiąc. Pozdrawiam gorąco. Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakieś straszne historie tu opowiadasz! Obracam w palcach dwa motki czerwonej alpaki od Filcolany , no może troszkę czuć mrowienie, ale , że aż tak! Z ciekawości przerobię i zobaczę, no może nie teraz , ale w najbliższej przyszłości, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty, inspiracje i recenzje na tym blogu powstają z myślą o Tobie, czytelniczce mojego bloga. Zostaw komentarz, udostępnij ten post na Fejsie czy albo daj + w Google - doceń moją pracę i poleć ją innym!