04 kwietnia 2014

O waniliowym koszmarku i dojrzałości

Moja babcia uwielbia chodzić po lumpeksach. Spędza w nich bardzo dużo czasu, zawsze przynosi do domu wory zdobyczy a cotygodniowa rundka po second handach w jej miasteczku już dawno wyrzuciła wizyty w kościele z pierwszego miejsca na liście cotygodniowych priorytetów.

Któregoś razu po takiej eskapadzie została mi wciśnięta prawdziwa "okazja" - ręcznie robiony męski sweter w rozmiarze XXXL. Sweter pięknie zdobiony warkoczami i plecionkami, 100% wełna nawet dobrej jakości, niezniszczona - w ogóle nie było na niej widać śladów używania. Dogorywał w lumpeksie najprawdopodobniej z powodu pięciocentymetrowego odbarwienia wełny przy kołnierzu (wyglądało to jak wynik nieostrożnego obchodzenia się z wybielaczem). Niemka wkurzyła się, wystawiła przed dom dla Czerwonego Krzyża... jakiś obrotny Polak z okazji skorzystał i tak też sweter trafił do nas :)

I wszystko byłoby w porządku ale...  Kolor swetra to obmierzła budyniowa wanilia... Koszmar.

"Weź, weź... zrobisz sweter dla męża!" powiedziano mi i wepchnięto swetrzysko do trzeszczącej już od podarków torby. Nie próbowałam wyobrażać sobie Łukasza -  bruneta o oliwkowym, żółtawym odcieniu skóry - wciśniętego w waniliowy budyń. Nie wiem czy nasze młode małżeństwo przetrwałoby tę próbę :)

Sweter został spruty z namaszczeniem a motki schowane w czeluściach szafy tak, by nie raziły naszego poczucia estetyki... Z powodu przeprowadzki wyciągnęłam jeszcze raz tego potworka, popatrzyłam, pogłówkowałam i już wiem!
Dojrzałam do samodzielnego farbowania wełny :)

Marzy mi się ciemny, intensywny granat, w którym mój mąż wygląda fantastycznie, a na pewno dużo lepiej niż w żółtej mazi :) Pytanie tylko czy waniliowa wełna zafarbowana niebieskim barwnikiem nie da jakiegoś zielonkawego koloru...
Niedługo się dowiem, bo barwniki (bardzo podstawowe i bardzo tanie) już do mnie jadą. Zafarbuję kawałeczek motka na próbę i przekonam się czy jestem w stanie sobie poradzić z waniliową maszkarą.



10 komentarzy:

  1. Mysle, ze sie uda,powodzenia, ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Czysta wełna nie powinna stawiać oporu. Trzymam kciuki za powodzenie eksperymentu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na efekt farbowania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio nabyłam wełnę surową z myślą o farbowaniu, i choć to moje pierwsze doświadczenie z takową - stwierdzam, że wszystkie motki są koloru waniliowej brei :) skoro wszystkie farbiarki takie cuda malują na podobnych wełnach - to i Twoja będzie z pewnością bardziej granatowa niż zielona! trzymam kciuki i niecierpliwie czekam na efekt ostateczny, bo mam nadzieję, że się pochwalisz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko będzie czym się chwalić :) Będzie fotorelacja ze zwycięstwa lub porażki nad waniliową breją :)

      Usuń
  5. no własnie ,żeby nie wyszedł zielony :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj w klubie chociaż u mnie ta breja jest hmmm .....przypomina lody śmietankowe z dodatkiem prawdziwej wanilii. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z całą pewnością sobie poradzisz, skoro i ja sobie poradziłam. Farbowałam na zielono, znalezione na strychu, lekko dziabnięte przez mole wełniane motki. Eksperyment się udał wyśmienicie, aż mi żal, że mam tej włóczki za mało na sweter. Pokażesz, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha ha czekam na przemianę .Tylko pamiętaj fotka przed i po ;)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty, inspiracje i recenzje na tym blogu powstają z myślą o Tobie, czytelniczce mojego bloga. Zostaw komentarz, udostępnij ten post na Fejsie czy albo daj + w Google - doceń moją pracę i poleć ją innym!