30 września 2013

Post pourlopowy, lecz bez pourlopowej depresji.


Witam po dłuższej nieobecności :) Latem zawsze mniej dziergam i mniej mam do pokazania, dlatego też nie byłam przez jakiś czas szczególnie aktywna na blogu. Ale wraz ze zmianą pogody pojawiła się z powrotem ochota i uzupełniłam już szafę o nowe zapasy włóczek. Na razie siedzą sobie grzecznie w kartonach, bo już nie mam na nie nigdzie miejsca...

Ostatnie 2 tygodnie spędziłam w Albanii. Kierunek podróży baaaardzo godny polecenia. Ludzie są przemili, krajobrazy piękne, morze ciepłe, miejsc do zwiedzania milion i jeszcze trochę... Przede wszystkim jednak myślę, że warto zwiedzić ten kraj z uwagi na fakt, że turystyka tam jeszcze raczkuje i jest szansa na zobaczenie prawdziwych Bałkanów a nie kawałka sztucznie odtworzonej tradycji wciśniętej w standardowy program dla turystów.

Zazwyczaj nie da się dogadać po angielsku. Ludzie w większych kurortach znają kilka słów po polsku, można próbować swoich sił po włosku lub rosyjsku, ale praktycznie zawsze kończy się na języku migowym ;) Menu w restauracjach zazwyczaj przetłumaczone jest na angielski, co bardzo ułatwia zamawianie potraw - można pokazać paluchem. Ceny jak w Polsce a w niektórych przypadkach niższe. Lokalne przysmaki przepyszne. Naprawdę polecam!

Kilka fotek z podróży:














Podczas urlopu powstał swetrowy pasiak na bazie wzoru Etude in stripes, o którym pisałam w poprzednim poście. Udało mi się go skończyć już podczas powrotu, kiedy staliśmy na granicy macedońsko-serbskiej w gigantycznym korku. Zdjęć jeszcze nie mam, bo nie miałam czasu go zblokować... Czeka mnie teraz cała góra prania pourlopowego...

Tymczasem na poczcie czekała na mnie....


... wełenka, no cóż by innego :) Kupiona okazyjnie w Motkomanii w trakcie urlopu. Mój mąż krzyczał na mnie, że nawet na urlopie nie mogę się oderwać od przeglądania włóczek w internecie... Cóż... To nie podlega wątpliwości, nie potrafię!

Pozdrawiam Was słonecznie.


12 komentarzy:

  1. e tam, faceci nie mają pojęcia... :P ta fioletowo-granatowo-brązowa wełenka - piękna!
    no i widoki niemniej piękne, zazdroszczę podróży :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, dziękuję! Wełenka to Malabrigo sock - cholerstwo drogie ale przecudne. Będzie sweter chyba. W domu się nie przyznaję, ale kupiłam ją bez pomysłu na jej przeznaczenie :P

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego wcześniej do Ciebie nie zajrzałam? Podróży zazdroszczę, sądząc po zdjęciach na pewno była udana. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. hahah chyba byłysmy w tym samym miejscu ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale błekitne niebo. Ach, człowiek się rozmarzył...

    Chciałabym Cię zaprosić do grupy dyskusyjnej o hand-made na FB: https://www.facebook.com/groups/artstop/

    Wpadnij na pogawędkę;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widoczki zachwycają :D tylko pozazdrościć ;) hihi i mój wzrok od razu padł na ta piękną włóczkę w środku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój mąż już zrezygnował z krzyczenia czasem tylko patrzy z politowanie i pyta gdzie ja to wszystko upchnę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj juz nie pyta... wloczki leza gdzie popadnie...

      Usuń

Wszystkie posty, inspiracje i recenzje na tym blogu powstają z myślą o Tobie, czytelniczce mojego bloga. Zostaw komentarz, udostępnij ten post na Fejsie czy albo daj + w Google - doceń moją pracę i poleć ją innym!