18 lipca 2016

Konfiturka

Chyba każdy sweter, który wydziergałam mozna określić mianem "po przejściach". Ten również. Na swoją kolej czekał około pół roku, jeśli nie więcej. Wszystko przez nieodłączną cechę włóczek farbowanych ręcznie - a mianowicie różnice w kolorze.

Pewnego pięknego dnia zakupiłam u Marzenki trzy motki konfiturowego Milisa. Nie miałam na nie żadnego planu, więc leżały u mnie jakiś czas aż znalazłam natchnienie i postanowiłam wydziergać kolejny Light Trails. Niestety, kiedy po zrobieniu sporej części korpusu i ramion, zabrałam się za kolejny motek, okazało się że motki różnią się między sobą i to w dużym stopniu. Niestety każdy jeden był z innej parafii i nawet w dzierganiu z trzech na raz było widać paski. 

Zejść to mało, bo bardzo dokładnie oglądałam motki przed przewinięciem (Marzena też) i byłam pewna, że pasują. Już parę razy miałam taką sytuację, gdzie pozornie podobne do siebie motki w formie preclowej, w gotowej robótce wyglądają zupełnie od czapy. Dopiero po przewinięciu w motki okazało się, że każdy jest inny, a różniły się nie tylko nasyceniem koloru, ale też odcieniem. Przy kolejnej dostawie poprosiłam Marzenę o kolejny motek, a ona przeszła samą siebie bo bazując tylko na opisie znalazła mi taki idealny, najlepsiejszy, dzięki któremu dzierganie tego swetra nabrało z powrotem sensu. Oczywiście zanim się do niego ponownie zabrałam musiałam przejść etap zaprzeczenia, prucia, żałoby, złości i zapomnienia. Musiał swoje odczekać aż będę mogła z powrotem na niego patrzeć :)




Nienawidzę pracować z więcej niż jedna nitką. Dwa motki mieszam tylko w stanie najwyższej konieczności i tylko przez tyle rzędów, ile potrzeba, żeby zapewnić łagodne przejście kolorów. Jeszcze nigdy nie zrobiłam całego swetra mieszając dwa, a co dopiero trzy motki na raz. To moje lenistwo brało górę nad estetyką gotowego udziergu ;) Tym razem jednak musiałam się wysilić...

Część górną aż do połączenia ramion robiłam zmieniając dwa motki - najbardziej szalone z zestawu. Panel warkoczowy i rękawy wydziergałam z motka, który kolorystycznie był najbardziej "pomiędzy". Doszłam do wniosku, że dzięki innej strukturze (lewy ścieg) różnica w kolorze nie będzie aż tak widoczna - i chyba miałam rację! Wprawne oko zobaczy mikropaski na korpusie - robiłam go z trzech motków, zmieniając je co jeden rząd(!). Jakby tego było mało, przy dzierganiu korpusu towarzyszyła mi niepewność, czy tego najmniej odjechanego motka zostanie mi odpowiednio dużo, żeby wydziergać rękawy ;) Ostatecznie pękłam i w samym środku robótki, z trzema dyndającymi napoczętymi motkami, wydziergałam jeden po drugim rękawy, ciągnąc nitkę ze środka motka będącego już w użyciu. Ufff...

Pewnie wkurzyłabym się, gdyby efekt końcowy nie wynagradzał tych stresów w trakcie.. Ale było warto, bo sweter jest piękny i myślę, że to będzie ten mój ulubiony, najulubieńszy. 




Zbliżenie na piękne detale :) Kocham ten sweter i noszę go nawet po domu, choć pewnie nie powinnam, bo to włóczka to singiel a jak wiadomo single mają nieco mniejszą żywotność... Cóż, nie mogę się powstrzymać. 


Dane techniczne:

Wzór: Light Trails by Suvi Simola
Włóczka: Julie Asselin Milis kupiona u Chmurki
Zużycie: 2,3 motka
Druty: 3.25 mm na korpus i rekawy, 3.00 mm na ściągacze, 2.5 mm na ściągacz przy dekolcie.

Został mi jeden cały, najbardziej szalony i niepasujący do niczego motek i całkiem spore kuleczki z trzech pozostałych. Cokolwiek będę chciała z nich zrobić, znów czeka mnie mieszanie motków... Na razie odpoczywam ;)




A wy co ostatnio namieszałyście? :)

04 lipca 2016

Zielony kocyk

Zielony bardzo rzadko gości na moich drutach. Jeśli robię coś zielonego, to od razu wiadomo, że nie sobie tylko w prezencie dla kogoś :) Szkoda, bo to mój ulubiony kolor ale nosić się ze sobą nie możemy, bo ewidentnie nie pasujemy do siebie...

Dużo zdjęć nie będzie, bo już raz pokazywałam kocyk dziergany tym wzorem, tylko w innym kolorze.

Nowy właściciel przyjdzie na świat w listopadzie. Mam nadzieję, że mu się spodoba :)



Lubię ten wzór. Przyjemnie się robi a poziom trudności jest odpowiedni, żeby się nie nudzić przy projekcie tak sporym jak kocyk.

Dane techniczne:
Włóczka: Drops Loves You 5
Zużycie: 10 motków, zostało mi kilka metrów.
Druty: 4.5 mm na pierwszy i ostatni rząd, 4.0 mm na resztę.

Wszyscy dookoła są w ciąży, więc w najbliższym czasie przewiduję powstanie większej ilości kocyków ;)


Zobaczcie, jaki mam ładny woreczek na włóczki od Agaty! Już dawno temu miałam się nim chwalić, dobrze, że dziś nadarzyła się okazja :)

04 czerwca 2016

Leśny mech

Dużo czasu minęło, od kiedy ostatni raz dziergałam chustę Holden. Ten wzór jest piękny i lubię do niego wracać raz na jakiś czas :) 




         

Dane techniczne:

Włóczka: Lana Grossa Lace Lux w kolorze 07, nieco ponad jeden motek
Koraliki: TOHO 8/0 Green-brown
Druty: 3,5 mm

Ta włóczka ma przepiękny kolor i fakturę, nie mogę się na nią napatrzeć! Myślę, że jeszcze nie raz coś z niej wydziergam :) Ostatnio zamówiłam sobie jej zapas, bo Lana Grossa zdecydowała się ją wycofać z produkcji... Nie wiem skąd taka decyzja, jestem pewna że wiele fanek tej włóczki będzie za nią tęsknić.




Chustę skończyłam jeszcze przed wyjazdem na wakacje. Jak tylko wróciłam zabrałam się do blokowania a przy tej pogodzie wyschła w sekundę. 

Z wakacji wróciłam strasznie stęskniona za dzierganiem, mam w głowie tyle pomysłów, że nie wiem za co się zabrać :) Specjalnie nie zabierałam ze sobą drutów, żeby odrobinę odpocząć. Mój włóczkoholizm nie opuścił mnie jednak ani na sekundę, więc pomiędzy jednym zabytkiem a drugim zamawiałam namiętnie nowe włóczki. Już do mnie jadą :) 

Myślałam o wrzuceniu na bloga fotek z wakacji - chcecie obejrzeć moje migawki z Hiszpanii? :)

Buziaki!

15 maja 2016

Majowe czasoumilacze

Znikłam dosyć nagle na dwa miesiące... Niewiele przez ten czas dziergałam, nie było też weny, żeby fotografować już zakończone udziergi (a parę ich czeka w kolejce..). Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni.  Dziś skończyłam chustę, którą testowałam dla Ani Stasiak. Niecierpliwie czekam aż wyschnie - nieskromnie powiem, że wyszła super! 

Poza chustą męczę od dawna sweter od Brooklyn Tweed - Ondawę. Niestety część muszę spruć więc czeka na odpowiednią chwilę, kiedy już się oswoję z koniecznością prucia i po prostu to zrobię. Jako że pogoda za oknem nieswetrowa i nic mnie nie mobilizuje, bardzo wątpię, że wydarzy się to w najbliższym czasie ;) 

Chwilowo nie mam zdjęć niczego co robię ani żadnego skończonego udziergu, pochwalę się więc zdjęciem, które dostałam od mojej przyjaciółki. Przedstawia mój prezentowy szewronowy kocyk i uśmiechniętego właściciela :)



Słodziak, nie?


Dziś przychodzę do Was z garścią linków i tytułów, które ostatnio mnie zachwyciły i uznałam, że warto je polecić szerszeu gronu :)

Na pierwszy ogień idzie razowy chlebek bananowy - robiłam go już kilka razy i za każdym razem piejemy z mężem z zachwytu. Nadaje się idealnie na śniadania, przekąski, lunch do pracy. W przepisie nie ma dużo cukru a ja nie dodaję go wcale. Łatwo zastąpić składniki, których nie posiadamy, innymi. Dziś np. zrobiłam go z rodzynkami i wiórkami kokosowymi, zamiast przepisowych daktyli i orzechów.


Nadchodzi też sezon szparagowy i sezon grillowy w jednym, więc polecam Wam też niezastąpione szparagi z grilla w szynce parmeńskiej. Szparagi można zrobić jak w przepisie albo podpiec na tacce na grillu. Zamiast jajka polecam sos: 1 łyżka oliwy + 1 łyżka octu balsamicznego + 1 ząbek sprasowanego czosnku + sól, pieprz, zioła do smaku. Połączenie smaków jest nieziemskie.

Mnóstwo czasu spędzam ostatnio na czytaniu (stąd pewnie przestój w dzierganiu) - od kiedy kupiłam czytnik z abonamentem w Legimi, nie mogę się oderwać od książek. Wiem, że miłośnicy książki papierowej darzą czytniki dużą rezerwą (również zaliczam się do tej grupy) ale statystyki mówią same za siebie - od kiedy mam czytnik zawsze pod ręką przeczytałam od stycznia więcej książek niż w ciągu ostatnich dwóch lat. Katalog legimi jest ogromny, koszty niewielkie a oferowany przez nich czytnik InkBook Obsydian jest rewelacyjny i spokojnie może konkurować z Kindlem. 

Właśnie na Legimi znalazłam dwie książki, które chciałabym Wam polecić. Przeczytałam je, bo zaciekawiło mnie to, że obie mają taki sam tytuł, obie zostały napisane przez polskie autorki i fabuła zaczyna się tak samo. Każda jest jednak inna.... Różnią się gatunkiem i poziomem literackim. 
Szeptucha autorstwa Katarzyny Miszczuk to powieść rozrywkowa z lekką nutką fantastyki, genialne, proste, zabawne fabularnie czytadło - wciągnęłam ją w trzy godziny! Druga Szeptucha, napisana przez Iwonę Menzel, to dojrzała powieść obyczajowa ze świetnie naszkicowanymi postaciami, umiejętne studium socjologiczne wiejskiej tkanki z bardzo ciekawą historią na pierwszym planie.





A na koniec chciałabym polecić Wam fantastyczny serial, na który ostatnio natrafiłam - Durrellowie (oryginalny tytuł to The Durrells). Akcja dzieje się przed drugą wojną światową i opowiada o losach wdowy z czwórką dzieci, która z powodów finansowych postanawia się przeprowadzić z Wielkiej Brytanii na Korfu. Zapowiadał się jak zwykły obyczajowy serial rodzinny. Jest natomiast przezabawną, satyryczną opowieścią o bardzo barwnej, dzikiej gromadce (nie mam tu na myśli tylko dzieci) ze świetnie zagranymi, lekko przerysowanymi postaciami.




I to by było na tyle :) Za tydzień znikamy wygrzewać się na pięknych andaluzyjskich plażach i smażyć w równie cudownych andaluzyjskich miastach. Być może uda mi się coś jeszcze napisać zanim wyjedziemy. Adiós!

19 marca 2016

Potwór Möökö

Poczyniłam takiego potwora w prezencie dla koleżanki z pracy, która spodziewa się dziecka. Dziewczynka ma przyjść na świat w kwietniu. Zrobiłam dwa sweterki - jeden identyczny jak sweterek, który wydziergałam dla Ofelii (pokazywałam go wcześniej na blogu) i drugi, z potworkiem :)

Kolory wyszły trochę przejaskrawione, róż jest lekko neonowy i nie udało mi się go dobrze uchwycić.



Dane techniczne:
Druty: 3.0 mm
Włóczka: Malabrigo Sock w kolorze Dewberry i Light of love

Potworka znalazłam na Ravelry, inspirowałam się projektem Kirstin. Wzór można znaleźć na tej stronie, choć ja z niego nie korzystałam a potworka zrobiłam na oko ;) Wyprodukowanie tego potwora było prawdziwym wyzwaniem, bo z szydełkiem mi zupełnie nie po drodze. Biorąc pod uwagę mój brak umiejętności szydełkowych, mój stopień zadowolenia z gotowego potworzyska jest bardzo wysoki!


Jego potworzastość zajął mi chyba więcej czasu niż zrobienie samego sweterka - kombinowanie jak się robiło na szydełku, jak ogarnąć oczy, jak zrobić nóżki, łapki (nie do końca wyszły) a później przyszywanie go w jak najbardziej estetyczny sposób i chowanie nitek... Taki mały potwór a taki ogrom pracy!

Długo zastanawiałam się z czego zrobić oczy - nie chciałam kupować całego motka białej wełny, której potem nie użyję... Jedna z koleżanek na fejsie chciała poratować mnie kordonkiem, co było dobrą wskazówką bo jako nieszydełkująca bym na kordonek sama nie wpadła.. Niestety w pasmanterii mieli tylko duże szpule ale w międzyczasie doznałam olśnienia i kupiłam motek muliny. Za guzikami też się nalatałam! Musiałam odwiedzić cztery pasmanterie, zanim znalazłam, co trzeba :)

Niedługo może pokażę Wam postępy z prac nad swetrem, który robię w ramach Brooklyn Tweed KAL, tymczasem zostawiam Was z zajawką czegoś nowego... Dawno nie robiłam chusty :)


14 marca 2016

Lilian

Piękna Lilian wisiała w szafie ponad miesiąc, zanim znalazłam czas, możliwości i względną pogodę (jeśli można tak nazwać mżawkę i 100% zachmurzenie) na zrobienie zdjęć. Miałam okazję już parę razy ubrać ten sweter i stwierdzam, że jest jednym z moich ulubionych i bardziej udanych udziergów, jakie popełniłam w życiu :)

Miałam ochotę na zrobienie tego swetra, od kiedy Suvi opublikowała wzór. Muszę przyznać, że odrobinę się go bałam z uwagi na jego krój - sweter jest przewidziany cropped i oversize, a jego gotowe wersje opublikowane na Ravelry nie powalają wyglądem. Znalazłam kilka ładnych projektów, które przestudiowałam pod kątem użytej wełny i drutów i wybranego rozmiaru. Bardzo dobrze wyglądały swetry zrobione z DK Twist od Madelinetosh, zdecydowałam się więc użyć Lilou DK Twist (to ta sama baza co MT) w kolorze Coquette.




Włóczka została mi po sprutym Schnee. Wdziergałam z niej cały korpus i po zblokowaniu okazało się, że dzianina jest zbyt wiotka i nie pasuje do konstrukcji tego kardiganu - wyglądał jak niezbyt udana sukienka. Z tego samego powodu ta wełna okazała się być idealnym wyborem na Lilian - chciałam żeby gotowy udzierg odrobinę się "wyciągnął" i żeby dzianina miękko się układała i udało się.

Z wydziergania Schnee zrezygnowałam zupełnie. Zdecydowałam, że będę trzymać się moich ulubionych form, czyli luźniejszych pulowerów. 




Jak już pisałam, jestem bardzo zadowolona z tego swetra. Oczywiście nie jest w stu procentach idealny - gdybym miała go dziergać jeszcze raz, zrobiłabym rozmiar większy, bo bardzo lubię takie większe, fruwające szmaty. Rozmiar, który widzicie na zdjęciu to najmniejszy - XS. Wybrałam go, bo bałam się, że zabraknie mi włóczki. Miałam 6 motków, a zużyłam..... niecałe 4. Nie wiem jak to się stało, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że przedłużyłam sweter o dobre 10 cm. 



Dane techniczne:

Wzór: Lilian by Suvi Simola
Druty: 4.0 mm na cały korpus, 3.5 mm na ściągacz przy szyi
Włóczka: Lilou DK Twist w kolorze Coquette
Zużycia: 3.8 motka

Dokonałam niewielkich modyfikacji wzoru - rękawy zrobiłam nieco krótsze i węższe, ściągacz pod szyją przedłużyłam o 2 rzędy, zgubiłam o połowę mniej oczek pod pachami. Jak zawsze, dodałam coś od siebie do wzoru ale generalnie trzymałam się wskazówek.

Z Lilou DK Twist dzierga się obłędnie. Wełna jest fantastycznej jakości - to 100% merynos w wersji superfine, czyli z najprzedniejszej wełny. Nitka jest zwarta, nie rozdziela się i trzyma formę. Jest bardzo okrągła, nie spłaszcza się w robocie i tym samym genialnie podkreśla fakturę wzoru.




Bardzo gorąco polecam Wam ten wzór. Ma bardzo ciekawą konstrukcję i jest świetnie opisany. Moim zdaniem stanowi idealny balans pomiędzy różnorodnym udziergiem a telewizyjnym dzierganiem - kształtowanie dekoltu i rękawy to  część zdecydowanie wymagająca skupienia. Później, w miarę robienia korpusu można się odprężyć i oglądać telewizję albo czytać książkę :))


Te z Was, które jeszcze nie miały okazji przeczytać poprzedniego posta serdecznie zapraszam do udziału w nowym razemdzierganiu z wzorami z Brooklyn Tweed! Dołączyć można na Ravelry, gdzie uruchomiłam wątek do plotkowania